Stan Zapalny: "Słucham różnej muzyki, od pop’u po rock’a czy jazz. "Moje momenty" zainspirowała troszeczkę Taylor Swift, Harry Styles i Niall Horan..."

Ten tekst przeczytasz w ok. 11 minut
Stan Zapalny: Słucham różnej muzyki, od pop’u po rock’a czy jazz. Moje momenty zainspirowała troszeczkę Taylor Swift,  Harry Styles i Niall Horan...
 fot. mat. prasowe

Rozmowa ze Stanem Zapalnym - Artystą stycznia NetFan.pl w związku z premierą najnowszej EP-ki zatytułowanej „Moje Momenty”

Stan Zapalny zadebiutował w marcu 2022 roku publikując utwór "Ego", a następnie Epkę zatytułowaną "Moje EGO". Pod pseudonimem artystycznym Stan Zapalny kryje się Staś Szymański, który po raz pierwszy szerszej publiczności dał się poznać, dzięki  udziałowi w programie "The Voice Kids", gdzie występował w drużynie Tomsona i Barona.

5 stycznia 2024 ukazała się najnowsza Epka Stana zatytułowana „Moje momenty”. To gatunkowy pop w jego pełnej odsłonie. To zapis doświadczeń z podróży – w tym także tych metaforycznych – z ostatniego roku (2023). Każda z sześciu piosenek opowiada inną, przeżytą przez Stana historię i towarzyszące jej emocje. Niektóre numery mogą wydać Wam się nieco bardziej nostalgiczne niż wcześniejsze produkcje… i słusznie. Miniony rok był dla artysty pełen wyzwań i doświadczeń, co znalazło swoje odzwierciedlenie w jego najnowszej EP-ce.

Album zawiera bardzo przebojowe w całej swojej kompozycji utwory oraz te mniej oczywiste brzmieniowo. Typowe dla Stana partie gitarowe w piosenkach „Tylko na moment” czy „Zbieram mile” dodają charakteru i rytmiki produkcjom. „Jedno zadanie” to z kolei utwór nawiązujący do rockowej natury wokalisty, gdzie dodatkowe partie basu oraz klawisze syntezatora rodem z lat 90-tych, podbijają dynamikę i nadają głębi finalnemu brzmieniu. Wartym wyróżnienia jest także znany fanom Stana Zapalnego kawałek „Jak mam się pożegnać” z 2023 roku, który był muzycznym motorem napędowym przy tworzeniu całej EP-ki.

 Cześć Stasiu. Bardzo się cieszę, że znalazłeś dla mnie chwilę, w tym gorącym dla Ciebie momencie jakim bez wątpienia jest premiera nowej EP-ki zatytułowanej „Moje Momenty”, a także z okazji Twoich 18-tych urodzin. Już na samym początku naszej rozmowy, pozwól, że w imieniu swoim, całej redakcji NetFan.pl oraz naszych Czytelników złożę Ci najserdeczniejsze życzenia wszystkiego najlepszego, zdrowia, sukcesów, spełnienia marzeń, pieniędzy no i… oczywiście kolejnych przebojów (śmiech przyp. red). Zanim porozmawiamy o płycie i wszystkim co z nią związane, zaczniemy nietypowo: jak się czujesz już jako dorosły facet?
 
Dziękuję bardzo!!! Jest to dla mnie faktycznie wyjątkowy czas. Powiem Ci szczerze, że wydaje mi się, iż poza tym, że będę musiał m.in. sam umawiać do lekarza, co jest dla mnie jedynym stresem (śmiech), i tym, że w końcu będę mógł głosować, to jakoś bardzo moje życie się nie zmieni. Oczywiście czas pokaże (śmiech przyp. red)

Pełnoletność ma swoje plusy i minusy. Bo fajnie masz dowód, możesz głosować, kupować różne rzeczy dozwolone od lat 18-tu, ale to też taki pierwszy moment w życiu, kiedy zaczyna się trochę wspominać dzieciństwo. I teraz trochę cofniemy się w czasie. Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Moja przygoda z muzyką rozpoczęła się w czasie, kiedy moja siostra zaczęła śpiewać. Jako młodszy brat oczywiście chciałem być jak ona, więc trochę na złość dla niej, zaczął robić to samo. Potem siostrze się znudziło, przestała chodzić na lekcje śpiewu a ja w tym czasie trafiłem do The Voice Kids i wszystko jakoś poszło (śmiech przyp.red)

Pierwszym momentem (bo w końcu o tych Twoich Momentach dzisiaj rozmawiamy), gdzie dałeś się poznać szerszej publiczności, był Twój udział w właśnie programie The Voice Kids. Czy to był dla Ciebie taki przełomowy moment, w którym wiedziałeś, że chcesz zajmować się muzyk

Myślę, że tak. Występ w The Voice Kids to był mój pierwszy występ publiczny, poza oczywiście pokazami dla rodziny czy przedstawieniami szkolnymi. Ten program rozwinął mnie pod względem nie tylko wokalnym, ale też emocjonalnym, bo musiałem sobie radzić z wielkim stresem. Poznałem tam też mnóstwo przyjaciół i znajomych, którzy później zaczęli podpisywać się z wytwórniami, wydawać swoje piosenki, koncertować. Obserwowałem, jak oni spełniają swoje marzenia, z czym to się je. Było to dla mnie naprawdę niesamowicie bezcenne i niezwykle kuszące, aby zrobić to samo. I stało się (śmiech przyp. red)

Programu się nie udało się wygrać. Kilka Twoich koleżanek i kolegów z programu, zaczęło wkraczać na scenę muzyczną, ale Ty kazałeś nam na swój debiut fonograficzny trochę poczekać. Zanim objawiłeś się światu jako Stan Zapalny brałeś udział w różnych projektach muzycznych, chociażby takich jak Graliryka. Jak wspominasz ten czas?

Tak, to prawda. Trochę trzeba było poczekać (śmiech przyp. red) W tym czasie trenowałem swój głos i uczyłem się tego wszystkiego, co jest dookoła. I w sumie dzięki jednej z moich koleżanek z programu, poznałem producenta Juliusza Kamila, który to też zaproś mnie tego projektu a później stał się producentem pierwszego mojego mini-albumu pt. „Moje ego”.

Kolejny kluczowy moment, to Twój debiut jako Stan Zapalny. Skąd się w ogóle wziął pomysł na ten pseudonim artystyczny?

Pseudonim narodził się z mojego imienia – Stanisław, które w krajach obcojęzycznych jest przyjęte bardziej jako Stan. Przynajmniej tak na mnie mówili, jak bywałem za granicą. Postanowiłem, że dla ułatwienia muszę być właśnie Stanem. Sam Stan to oczywiście byłoby także za łatwo (śmiech), więc dla żartu rzuciłem: niech będzie Zapalny. Nie byłem bardzo długo pewny, czy to jest fajne i interesujące, czy też za bardzo kontrowersyjne. Tak naprawdę do pierwszego singla powstawały różne wersje okładek, bo nie byłem pewny mojego pseudonimu. Teraz jestem z niego bardzo zadowolony.

Pierwsze single, wywiady, zainteresowanie mediów i Twoje kawałki na antenach największych rozgłośni radiowych. Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy usłyszałeś swój numer w radiu? Jakie emocje Ci wtedy towarzyszyły?

Tak było właśnie z „Ego”, czyli moim pierwszym singlem, czego się nigdy nie spodziewałem. Jak usłyszałem swoją piosenkę w radiu myślałem, że to jest żart. Do tego stopnia, że byłem pewnie, że ktoś puścił „Ego” z bluetootha (śmiech). Ale jak zorientowałem się, że to faktycznie leci w radiu i słyszałem, jak prezenter mówił: „To było „Ego” Stana Zapalnego (…)”, to dotarło do mnie to, że spełniam swoje największe marzenie! Z każdą kolejną piosenką były bardzo podobne emocje. Takie momenty są naprawdę bezcenne!

No i mamy listopad 2022 roku, kiedy ukazuje się Twoja debiutancka EP-ka zatytułowana „Moje EGO” . Ukazuje się wyłącznie w formacie cyfrowym oraz winylowym. Mimo, że lubię winyle, nie ukrywam, że trochę brakowało mi wersji kompaktowej (śmiech przyp. red). No dobra, to teraz wytłumacz się dlaczego, „Moje EGO” nie wyszło na kompakcie (śmiech przyp. red).
 
Zależało mi bardzo na tym, aby mój pierwszy album pojawił się w wersji winylowej. Bardziej pasował mi vibe tego wydania akurat właśnie do winyla. Stąd chyba ta wersja, szczególnie że dostępna jest także w wersji z autografem, czyli niemal kolekcjonerska (śmiech przyp. red)

Na przestrzeni ostatnich lat, rynek muzyczny, a właściwie promocja szczególnie młodych wykonawców wygląda zupełnie inaczej niż to miało miejsce jakiś czas temu. Przede wszystkim polega na strategii, częstego wypuszczania singli w oczekiwaniu na piosenkę – przebój, która podbije listy przebojów. Pamiętam, że był taki czas, że ukazywała się Twoja piosenka, w następnym tygodniu pojawiał się singiel Twojej koleżanki z Voica Wiktorii Zwolińskiej i tak to przez jakiś czas wyglądało. Jak wyglądał proces twórczy, by zdążyć na czas przygotować kolejną premierę?

Faktycznie, wydaje się częściej piosenki niż kiedyś, ale myślę, że to m.in. dlatego, aby mieć własny repertuar do grania koncertów. Wiadomo, że też trzeba trafić na piosenkę, która trafi do szerszego grona, a im więcej ich masz, tym większe szanse, że to się wydarzy. Przed wydaniem pierwszego singla musiałem bardzo długo pracować nad materiałem, żeby przygotować plan wydawniczy, strategię i mieć zwyczajnie co wydawać w tym regularnym trybie co cztery czy pięć tygodni. Moje życie naprawdę, przez ostatnie niemal trzy lata wygląda tak, że: Poznań – Warszawa – Poznań – Warszawa. W Poznaniu (gdzie mieszkam na co dzień) powstają często szkice a Warszawie już głębiej i intensywniej nad nimi pracuje w studiu bądź powstają zupełnie nowe pomysły i produkcje. Zdecydowałem się na indywidualny tryb nauczania, co wymaga ode mnie dużo skupienia i poświęcenia czasu nauce, ale dzięki temu mogę być w studiu i tworzyć nowe kompozycje.

No i docieramy do momentu, w którym ogłosiłeś premierę swojego najnowszego muzycznego dziecka. „Moje Momenty” swoją premierę, tym razem wyłącznie cyfrową miały miejsca 5 stycznia. Czy planujesz wydanie tego materiału w postaci fizycznej?

Jak wspomniałeś wcześniej, obecnie co raz więcej wydaje się muzyki wyłącznie w serwisach cyfrowych, stąd pomysł na „Moje momenty” wyłącznie w tej formie. Oczywiście singiel, promujący tą EP-kę możecie też usłyszeć w eterze, czyli w rozgłośniach radiowych. Jak się dobrze przyjmie i odbiorcom się spodoba, to kto wie… (śmiech).

Mocno rozpocząłeś Nowy Rok, od premiery singla „Tylko na moment”. Opowiedz historię tej piosenki?

Kiedy pisałem piosenkę „Tylko na moment", moim największym pragnieniem była chwila spokoju i oderwania się od codziennego pośpiechu. Zatrzymania się w biegu i poświęcenia czasu na refleksję oraz cieszenie się tym, co tu i teraz.
Pasuje do włoskiego klimatu ze względu na swój nastrojowy i refleksyjny charakter, który idealnie oddaje atmosferę włoskich uliczek, kawiarni i malowniczych krajobrazów. Tam, ludzie, jak nigdzie indziej, potrafią celebrować życie i cieszyć się chwilą, co fajnie współgra z przesłaniem piosenki o czerpaniu radości z każdego momentu, niezależnie od codziennie towarzyszącego nam pośpiechu.

Jak przebiegały prace nad materiałem na płytę?

Bardzo emocjonująco. Pracowałem naprawdę z super ludźmi m.in. Magdą Wójcik, Mimi Wydrzyńską, Kubą Krupskim, Piotrem Siejką, wspominanym wcześniej Juliuszem Kamilem czy teamem kompozytorsko-producenckim Hotel Torino. Pierwsze piosenki powstały od razu po moim powrocie z półrocznej wymiany we Francji. Powstało ich naprawdę mnóstwo a najtrudniejszym momentem był wybór tych, które ujrzą światło dzienne właśnie na EP-ce. Było przy tym dużo emocji, rozmów, ale i niezapomnianej zabawy. Dziękuję wszystkim i każdemu z osobna za to!

Premierze towarzyszyła oryginalna sesja zdjęciowa. Opowiedz trochę o niej…

Głównym motywem sesji są stare walizki. Każda z nich symbolizuje jakąś przygodę i historię opisaną w piosence. Zależało mi na tym, aby słuchacze mogli otwierać te walizy w formie piosenek (śmiech przyp. red)

Po „Mojego Ego” ukazało się jeszcze kilka singli, które nie znalazły się na Twoim najnowszym wydawnictwie. Dlaczego?

„Jak mam się pożegnać” to tytuł z 2023 roku i tylko ten ostatecznie znajduje się na „Moje momenty”, gdyż dopełnia całą historię opowiedzianą na EP-ce i ma dla mnie szczególne znaczenie. Pozostałe pięć piosenek premierowych, to pewna moja całoroczna historia roku 2023, którą pewnie także mogliście zaobserwować na moich social mediach. Tworzy pewną całość, czyli takie „Moje momenty” (śmiech przyp. red)

Epki, epkami, ale fani zawsze wyczekują na pełnowymiarowy album. Rozumiem, że „prace trwają”. Możesz zdradzić nam więcej szczegółów czy na to jeszcze za wcześnie?
 
Szczegółów jeszcze nie mogę zdradzać. Na razie chciałbym, aby Słuchacze delektowali się nową EP-ką. Obiecują, że piosenki, które ukażą się później będą na pewno zaskakiwać (śmiech przyp. red)

Jakiej muzyki słuchasz na co dzień? Skąd czerpiesz swoje muzyczne inspiracje?

Słucham naprawdę różnej muzyki, od pop’u po rock’a czy jazz. Choć nie ukrywam, że „Moje momenty” zainspirowała troszeczkę Taylor Swift,  Harry Styles i Niall Horan (śmiech przyp. red)
 
Stasiu, to już prawie na koniec naszej rozmowy, pogadajmy jak dorośli mężczyźni o przyszłości. (śmiech przyp.red) Jakie są Twoje najbliższe muzyczne plany które chciałbyś zrealizować?

Bardzo bym chciał, aby „Moje momenty” dobrze się przyjęły i spodobały Słuchaczom. Żeby kolejne piosenki również były rozgrywane i chętnie słuchane. Marzy mi się również zagrać trasę koncertową oraz mnóstwo koncertów w tym roku. Czyli moje marzenia nie odbiegają pewnie od innych artystów muzycznych? (śmiech)
 
Na koniec: Czy masz swoje motto życiowe, którym starasz się kierować w codziennym życiu?

Do it for the plot.

Dziękuję za rozmowę. Życzę kolejnych sukcesów i hiciorów. I mam nadzieję, że do następnego razu (śmiech przyp. red)
Dziękuję!
 

author

Sebastian Płatek

Redaktor naczelny
 redakcja@netfan.pl

 05.01.2024   fot. mat. prasowe
CZYTAJ RÓWNIEŻ
Trwa ładowanie zdjęć