Niezbędne
Zapewniają podstawowe działanie strony, bezpieczeństwo oraz zapamiętanie Twojej decyzji dotyczącej zgód.

Arek Borzdyński debiutuje albumem „KLINIKA” – projektem, który wyrósł z osobistych doświadczeń i potrzeby zmierzenia się z emocjami, o których często mówi się niechętnie. W rozmowie opowiada o powrocie do trudnych momentów, presji porównań, współpracy z Liberem i o tym, dlaczego dziś najważniejsze jest, by nie przestawać walczyć o własne marzenia.
Cześć Arku, na początku dziękuję Ci, że znalazłeś chwilę czasu na rozmowę. Przesłuchałem „KLINIKĘ” kilka razy przed naszą rozmową i mam takie pierwsze wrażenie na temat tej płyty, że to nie jest album, który się po prostu włącza, tylko raczej taki, w który się wchodzi. Ty go bardziej traktujesz jak płytę czy jak proces, który się w Tobie wydarzył?
Myślę, że na początku chodziło przede wszystkim o stworzenie płyty, a sam proces potoczył się dość niekontrolowanie. Z perspektywy czasu można chyba mówić o pewnego rodzaju autoterapii. Zależało mi jednak również na tym, żeby materiał był trochę bardziej popowy niż moja poprzednia EP-ka. W warstwie muzycznej wydaje mi się, że to się udało — w tekstowej już nie zawsze.
„KLINIKA” brzmi jak bardzo świadoma i domknięta opowieść. W którym momencie zorientowałeś się, że to już nie są pojedyncze piosenki, tylko jedna historia?
Od samego początku wiedziałem, że ten album będzie poświęcony zdrowiu psychicznemu i moim emocjom. Chciałem opowiedzieć trochę o sobie i o tym, co wtedy mocno we mnie siedziało. Miałem przy tym sporo wątpliwości — i chyba nadal je mam — ale taki już jest ten muzyczny świat. Myślę, że momentem przełomowym było opublikowanie „Marzenia”, czyli trzeciego singla. Wtedy tak naprawdę upewniłem się, że to wszystko zmierza w jednym kierunku — że będzie to po prostu jedna wielka muzyczna „KLINIKA”.
Mówisz o tej płycie jako o „bezpiecznej przestrzeni”, ale jednocześnie jest tam sporo niewygodnych emocji — lęk, napięcie, złość, poczucie zagubienia. Co było dla Ciebie najtrudniejsze do powiedzenia wprost podczas pracy nad tym materiałem?
Z jednej strony powrót do czasu, kiedy chorowałem na depresję, nie był prosty. Dotykanie tamtych emocji i wracanie do nich zawsze coś kosztuje. Z drugiej strony pojawiło się pytanie, które zrodziło się już przy pierwszym singlu „Plan”: „Co jeśli Ty nie chcesz tego, czego ja chcę?”. W pewnym momencie naprawdę nie wiedziałem, w którą stronę iść — jak wydać ten album i gdzie znaleźć ludzi, którzy mogliby mi w tym pomóc. Ostatecznie uznałem, że muszę podjąć ryzyko i działać mimo wątpliwości.
Masz za sobą doświadczenia sceniczne, musicalowe, pracę z formą i ruchem, a tutaj momentami jesteś bardzo „odarty” z tej warstwy. To była świadoma decyzja, żeby pokazać się bardziej bez filtra?
Zdecydowanie tak. Wiele lat spędzonych w teatrze muzycznym uświadomiło mi, że to nie jest moja droga. Oczywiście nadal kocham taniec i wciąż go wykorzystuję, ale brakowało mi czegoś innego. Czwarta ściana i — mam wrażenie — czasem przerost formy nad treścią sprawiają, że to nie do końca mój świat. W muzyce autorskiej nie ma miejsca na „maskę” — tutaj trzeba pokazać siebie takim, jakim się naprawdę jest. I to jest w tym najlepsze.
Twoja droga jest dość nietypowa – od musicalu, przez program „Szansa na Sukces”, aż do autorskiego popu. Co było dla Ciebie największym przełomem w tym procesie? Moment decyzji czy moment odwagi?
Pamiętam festiwal „Slot Art Festiwal”, na który pojechałem prowadzić warsztaty taneczne — ale zabrałem ze sobą też pianino. Rozstawiłem się na korytarzu i zacząłem grać swoje kawałki. W pewnym sensie zrobiłem z tego prowizoryczny koncert. Plakaty przygotowałem sam — z kartonu i choinkowych lampek, które świeciły w nocy i przypominały, że „Arek gra na korytarzu o tej i o tej…”. Przyszedł tłum ludzi, a ja mogłem z nimi rozmawiać i dzielić się swoją twórczością. Wtedy pomyślałem: właśnie tego chcę. Tak jest mi najlepiej.
Już na początku płyty w „Planie” pojawia się pytanie: „co jeśli mój plan się z Twoim nie pokrywa”. To brzmi jak coś więcej niż tylko historia o relacji — bardziej jak zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. Ty jesteś dziś bardziej osobą, która musi mieć plan, czy raczej uczysz się odpuszczać?
Dzisiaj jestem osobą, która uczy się odpuszczać. A właściwie — najpierw tworzę „Plan”, a potem uczę się odpuszczać. Rzeczywistość bywa bezlitosna, a moje wyobrażenia o przyszłości nie zawsze mają pokrycie w tym, co się wydarza. Oczywiście zdarza mi się też pozytywnie zaskakiwać, ale z reguły mam w sobie dużo planów — a później i tak jest, jak jest. Uczę się więc doceniać codzienność i to, co już mam. W moim życiu często dzieje się naprawdę dużo. Lubię wracać do facebookowych wspomnień — kiedy widzę zdjęcie z którejś mojej premiery musicalowej z podpisem „8 lat temu”, trudno mi uwierzyć, że minęło tylko 8 lat.
W „Poddam się” bawisz się paradoksem — z jednej strony mówisz o poddaniu, a z drugiej rzucasz obrazy sukcesu, marzeń, bycia „na szczycie”. To jest ironiczny komentarz do presji, jaką dziś czują młodzi artyści, czy raczej Twoja osobista ambiwalencja?
„Poddam się” to zdecydowanie utwór o presji, którą szczególnie mocno zauważam w social mediach. Każdy pokazuje tam, do czego już doszedł, ile osiągnął — a ja w pewnym momencie musiałem mocno ograniczyć swoją obecność w sieci, żeby przestać się ciągle porównywać. W tym utworze mówię też o skrajnościach, które — moim zdaniem — są wpisane w życie artysty. Jednego dnia wydajesz album i grasz koncerty, a drugiego masz ochotę się poddać. Stawiam też na piedestale marzenia, które według mnie nie powinny mieć granic. A kiedy czujemy, że nie mamy już siły o nie walczyć, czasem wystarczy po prostu się zatrzymać — pójść spać i następnego dnia wstać z nową energią. Czasami właśnie tak trzeba.
W kilku momentach tej płyty bardzo mocno wybrzmiewa napięcie — szczególnie w „Złym”, gdzie pojawia się obraz, że „coś po lewej stronie w piersi wymaga szycia”. To jest bardziej piosenka o złości czy o tym, co się pod nią kryje — bezradności, zmęczeniu? I czy takie rzeczy piszesz „na gorąco”, czy dopiero z dystansu?
Ten utwór to autentyczna historia mojej złości i nieprzespanej nocy. Napisałem tę piosenkę około drugiej w nocy — byłem wtedy naprawdę wkurzony i wiedziałem, że jedynym sposobem, żeby to z siebie wyrzucić, jest usiąść do pianina.
No cóż — sąsiedzi pewnie też nie mogli spać. (śmiech przyp. red).
Z kolei „Marzenie” ma w sobie coś bardzo czystego, wręcz dziecięcego, ale jednocześnie pojawia się ten głos z zewnątrz: „zmień plan, znajdź normalne życie”. Pamiętasz moment, w którym przestałeś słuchać takich głosów — albo przynajmniej przestałeś traktować je jak wyrocznię?
Takie słowa słyszę do dziś. Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał Cię zatrzymać. A tak jak wspomniałem wcześniej - marzenia nie powinny mieć granic. Tutaj też śpiewam o tym, że marzeń może być wiele, ale najistotniejsze pragnienie to bycie kochanym i umiejętność kochania.
„Spice Latte” z Liberem to dla wielu osób było sporym zaskoczeniem — nie tylko przez sam duet, ale też klimat utworu. Co sprawiło, że ta współpraca była dla Ciebie czymś więcej niż tylko ciekawym featem?
„Spice Latte” to dla mnie trochę niespodzianka. Z Liberem poznałem się na warsztatach songwriterskich. Później nawiązaliśmy współpracę i dopiero przy kolejnym etapie zapytałem Go o chęć dogrania się do „Spice Latte”. Po dwóch tygodniach dostałem zwrotkę od Libera z nagranym wokalem. Powiedział, że super kawałek i powodzenia! Myślałem, że to tyle - ale to był dopiero początek. Liber wystąpił w klipie i mocno zaangażował się w promocję. Życzę każdemu takiej współpracy.
A prywatnie — jesteś romantykiem czy realistą w relacjach?
Prywatnie jestem realnym romantykiem (śmiech przyp.red)
W tym numerze pojawia się też bardzo mocny obraz relacji, które miały działać, a jednak się rozjeżdżają — i zostaje po nich coś „bez kolorów”. Masz poczucie, że to jest jeden z głównych tematów całej „KLINIKI”?
Relacje między ludzkie to dla mnie istotny temat. Często obserwuje jak inne osoby dzisiaj funkcjonują w parach. I zauważałem często brak stałości w relacjach. Dzisiaj dostrzegam dużo takich relacji na chwilę. Zauważam często smutek w relacjach. Musimy dbać o ludzi, których mamy przy sobie - musimy uczyć się kochać. Często czekamy, aż miłość przyjdzie, a miłość to umiejętność. I tylko my sami możemy sobie te relacje pokolorować.
Tytułowa „KLINIKA” to już zupełnie inny klimat – bardziej rapowy, bardziej bezpośredni. Czy to jest moment konfrontacji z samym sobą?
Tutaj opowiadam o genialnej funkcji naszego umysłu - zapominanie. Nasz mózg zapomina o tych dobrych rzeczach, ale o złych też. Terapia często to wykorzystuje - ja dziś nie pamiętam dokładnie już tamtych złych emocji z przeszłości. To jest bardzo przydatna funkcja.
W „Sesji” brzmisz trochę jak ktoś, kto prowadzi rozmowę, ale też jak ktoś, kto jej potrzebuje. Ty w procesie pisania częściej jesteś tym, który zadaje pytania, czy tym, który szuka odpowiedzi?
W swoich tekstach raczej staram się opisywać. Opowiadać o tu i teraz. Być może czasami rodzą się jakieś pytania i odpowiedzi - ale to super. Dobrze też żeby słuchacz miał możliwość sam znaleźć własne odpowiedzi.
Zarówno „KLINIKA” i „Sesja” wchodzą głębiej — pojawia się motyw pamięci, wymazywania, trochę jakby chronienia się przed tym, co boli, ale też próby uporządkowania siebie. To są bardziej Twoje osobiste doświadczenia, czy obserwacja tego, jak dziś funkcjonujemy jako ludzie?
Zdecydowanie moja historia i moje emocje. Sama „Sesja” to realny opis mojego fotela terapeutycznego i momentu bycia podczas sesji terapeutycznej.
„Za późno” zamyka tę płytę bardzo uniwersalnym lękiem — że można się spóźnić, że coś nas ominie, że „nie dogonimy”. To jest realny lęk, który w Tobie siedzi, czy coś, co dopiero zaczynasz zauważać u siebie?
Po prostu martwi mnie mój wiek. Hehe - ale tu wracamy do social mediowej presji. Dziś w muzyce sukces odnoszą dzieci. A co jeśli na mnie już w tym świecie nie będzie miejsca?
W ogóle mam wrażenie, że czas — przemijanie, tempo, porównywanie się — przewija się przez cały album. To jest temat Twojego pokolenia czy coś bardzo osobistego?
Chyba nie chciałbym odpowiadać za całe moje pokolenie - ale we mnie dusiło się wiele emocji. To była świadoma decyzja, że pokazuje je światu - z myślą, że ktoś kto tego posłucha może znajdzie odpowiedzi jak sobie poradzić ze swoimi emocjami. Może komuś ten „emocjonalny ekshibicjonizm” jakoś pomoże się odnaleźć.
Tworzysz wszystko sam — teksty, muzykę, wizję, teledyski. To daje Ci większą wolność czy raczej dokłada presji, że nie masz gdzie „schować się” za czyjąś decyzją?
Nie do końca sam. Muzyka i słowa są moje. Teledyski też sam reżyseruje ale jest masa dobrych ludzi wokół, którzy mi pomagają. Są producenci, muzycy, ekipa filmowa, promotorzy…faktycznie w swoje klipy mocno się angażuje, ale tylko dlatego, że mam ogromną frajdę z ich tworzenia.
Masz bardzo szerokie doświadczenie — scena musicalowa, projekty zespołowe, praca z ludźmi, własna społeczność. Co Cię najmocniej ukształtowało jako artystę: scena czy życie poza nią?
Scena musicalowa dała mi pewność siebie na scenie, ale całą reszta to chyba faktycznie życie. Dostałem wiele lekcji od życia i ciągle się uczę być artystą.
Gdybyś miał wskazać jeden utwór z „KLINIKI”, który jest najbliżej Ciebie „tu i teraz” – który by to był i dlaczego?
„Klinika” - jest najlżejszym utworem. Najbardziej wpadającym w ucho i kawałkiem do tańca. A ja mam ochotę dzisiaj tańczyć i myśleć już o kolejnym albumie - już mniej klinicznym (śmiech przyp.red)
I na koniec — gdyby ktoś po przesłuchaniu „KLINIKI” miał zapamiętać jedną rzecz, jedno zdanie, jedną myśl od Ciebie — co by to było?
Nigdy się nie poddawaj i walcz o swoje marzenia.
I zupełnie szczerze: jesteś dziś bliżej spokoju niż w momencie, kiedy zaczynałeś pracę nad tą płytą, czy raczej ta „KLINIKA” otworzyła więcej niż zamknęła?
Do spokojnych osób raczej nie należę, ale na pewno jestem w innym miejscu. Ostatnio sobie uświadomiłem, że tak naprawdę pracę nad „KLINIKĄ” zacząłem już ponad 2 lata temu…byłem wtedy jednym wielkim znakiem zapytania. „KLINIKA” na wiele tych pytań dała mi odpowiedź. Oczywiście powstają co chwile nowe pytania - ale to one pchają mnie do przodu. Taka ciągła przygoda odkrywania siebie jest nawet ekscytująca.
Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Sebastian Płatek