Niezbędne
Zapewniają podstawowe działanie strony, bezpieczeństwo oraz zapamiętanie Twojej decyzji dotyczącej zgód.

Paweł Błędowski i Łukasz Jemioła nie planowali duetu, nie zakładali strategii i nie mierzyli rynku. Spotkali się w garderobie, zaczęli grać Beatlesów, a potem — zupełnie naturalnie — własne piosenki. Dziś tworzą projekt oparty na rzemiośle, intymności i dojrzałym opowiadaniu o emocjach. Bez lukru, bez technologicznej przesady, za to z uważnością na słowo, melodię i ciszę pomiędzy dźwiękami. To rozmowa o muzyce, która nie chce krzyczeć — tylko być blisko.
Rozmowa z Pawłem Błędowskim i Łukaszem Jemiołem
Jak zaczęła się wasza współpraca i co sprawiło, że z dwóch gitarowych rozmówców z garderoby staliście się duetem z prawdziwego zdarzenia?
Paweł: To była jedna z tych sytuacji, które dzieją się mimochodem, a potem okazują się kluczowe. Spotkaliśmy się po koncercie, na którym każdy grał swoje rzeczy. Ktoś wyjął gitarę, padło hasło „Beatlesi” i zaczęliśmy się przerzucać piosenkami. Bez planu — wyłącznie dla przyjemności. I nagle okazało się, że ten dwugłos brzmi naturalnie, że dwie gitary zaczynają prowadzić „rozmowę”. To było bardzo organiczne.
Łukasz: My naprawdę myśleliśmy, że to będzie chwilowe. Projekt „pomiędzy”, bez zobowiązań. Beatlesi byli wspólnym językiem — melodii, harmonii, opowiadania historii. Ale bardzo szybko wyszło, że obaj piszemy własne piosenki, że każdy z nas ma swoje emocje i doświadczenia. I w pewnym momencie Beatlesi przestali być celem, a stali się fundamentem. Na nim zaczęło się budowanie czegoś własnego.
Wasze brzmienie często określa się jako akustyczne, naturalne, bardzo bliskie. Skąd decyzja, żeby słuchacz miał wrażenie, że siedzi obok was, a nie w sterylnym studiu?
Paweł: Bo nie interesuje nas dźwięk jako produkt. Nie chcemy, żeby ktoś pomyślał: „o, ale to jest dobrze wyprodukowane”. Używamy efektów, jasne, ale traktujemy je jak przyprawy — mają podkreślić smak, a nie zdominować danie. Najważniejsze są dwie gitary i dwa głosy. Reszta to tylko dodatki.
Łukasz: Chcemy, żeby słuchacz miał poczucie, że jeśli włącza naszą płytę to my jesteśmy obok niego. Siedzimy u niego w mieszkaniu, czy samochodzie. Brzmienie nie może być ważniejsze od sensu. Czasem piosenka potrzebuje surowości, czasem rytmicznej faktury, czasem drobnego nowoczesnego elementu. Ale zawsze pilnujemy, żeby nie zgubić człowieka pod warstwą technologii. Chodzi o autentyczność, nie o efekt.
Płyta „Błędowski & Jemioła” jest różnorodna, a jednocześnie spójna. Jak powstają wasze piosenki?
Łukasz: Piosenki zawsze piszemy samodzielnie i po prostu jeden z nas przynosi je na próbę. Nie mamy jednego schematu pracy i bardzo to lubimy. Czasem piosenka jest gotowa w kilkanaście minut, kiedy emocja jest świeża i jeszcze nie zdążyła się „ugładzić”. Czasem wracamy do niej długo, zmieniamy perspektywę, aranżację, tempo. Najważniejsze jest to, że obaj mamy realny wpływ na ostateczne brzmienie.
Paweł: „Niezwykły zwykły dzień” jest na to dobrym dowodem – miałem melodię i część tekstu, ale to podpowiedzi Łukasza sprawiły, że piosenka zmieniła tempo i charakter, a w tekście pojawiła się nieco inna puenta niż pierwotnie. Taką radę można dostać tylko od kogoś, kto sam pisze.
Wasze teksty są wyraźnie dojrzalsze — mówicie o emocjach bez lukru. To świadomy wybór?
Paweł: Zdecydowanie. Życie rzadko bywa cukierkowe, więc nie chcemy, żeby takie były nasze piosenki. Miłość, relacje, samotność, zmęczenie — to są rzeczy, które znamy z własnego doświadczenia.
Łukasz: Mam poczucie, że w polskiej muzyce brakuje mówienia o emocjach z perspektywy dorosłych ludzi, bez udawania dwudziestolatków i publiczność bardzo na to reaguje. Ludzie podchodzą po koncertach i mówią: „to jest o mnie”. Nie tylko o zakochaniu, ale o byciu razem po latach, o pęknięciach, o próbach naprawy. My nie uciekamy od trudnych tematów, bo one są najbardziej prawdziwe.
Wasze piosenki są osobiste, ale nigdy nie brzmią jak emocjonalny ekshibicjonizm. Gdzie przebiega granica między szczerością a zbytnią dosłownością?
Paweł: Szczerość nie polega na powiedzeniu wszystkiego. Polega na powiedzeniu tego, co istotne. Jeśli piosenka staje się publicznym pamiętnikiem, słuchacz przestaje być partnerem, a zaczyna być podglądaczem. My raczej filtrujemy emocje, niż je wylewamy. Chcemy, żeby słuchacz mógł się w tej piosence przejrzeć.
Łukasz: Piosenka to nie jest terapia. To jest forma, która wymaga odpowiedzialności. Czasem jedno zdanie, jedna metafora mówi więcej niż dosłowna opowieść. Dlatego nasze piosenki są osobiste, ale nie wstydliwe — one zapraszają, a nie obnażają.
Gracie Beatlesów od lat, ale autorskie piosenki to inny rodzaj ryzyka. Co jest trudniejsze: cudza legenda czy własna historia?
Paweł: Zdecydowanie własna historia. Beatlesi są z jednej strony bezpieczni, bo to muzyka znana niemal wszystkim, z drugiej stronu mierzysz się z legendarnymi piosenkami, a to nigdy nie jest łatwe. Jednak autorska piosenka zostawia cię na środku sceny bez zbroi, jest jeszcze większym wyzwaniem. Kiedy jednak udaje się z własnym materiałem dotrzeć do publiczności i ona reaguje - jest to wspaniałe uczucie.
Łukasz: Cover daje schronienie. Autorska piosenka nie. Ale jeśli ktoś po koncercie mówi: „ta piosenka była o mnie”, to wiesz, że to miało sens. I tego nie da się doświadczyć, grając nawet najlepiej cudzy utwór.
Czy był moment zwątpienia? Myśl: „to za ciche”, „nie na te czasy”?
Paweł: Oczywiście. Żyjemy w świecie, który premiuje głośność i efekt. Siłą rzeczy zastanawiasz się, jak to co tworzysz zostanie przyjęte. Ale odpowiedź przyszła bardzo szybko — od publiczności. Frekwencja, reakcje, rozmowy po koncertach. Okazało się, że jest duża grupa ludzi, która potrzebuje tego rodzaju dźwięków i tekstów.
Łukasz: Zwątpienie bywa zdrowe. Zmusza do pytania „dlaczego to robimy?”. A jeśli odpowiedź brzmi „bo to jest nasze”, wszystko się układa. My nie konkurujemy z trendami. Robimy swoje.
Kim jest wasz słuchacz?
Paweł: To każdy, kto chce na chwilę zwolnić, przemyśleć, odetchnąć.
Łukasz: Nie piszemy dla targetu. Piszemy dla ludzi, którzy chcą poczuć coś głębiej.
I na koniec — co dalej?
Paweł: Na początku roku koncert w Studiu im. Agnieszki Osieckiej w radiowej Trójce – bardzo cieszymy się na to wyjątkowe spotkanie w tym szczególnym miejscu. A potem… Nowe piosenki, nowe spotkania, dalsza rozmowa z publicznością.
Łukasz: I pilnowanie, żeby ta rozmowa była prawdziwa. Bez plastiku. Bez pośpiechu. Tu i teraz.
Rozmawiał: Paweł Trześniowski