Love Is – Jazz, który pociesza świat - rozmowa z Borysem Janczarskim – saksofonistą, improwizatorem, człowiekiem od muzycznych miłości

Love Is – Jazz, który pociesza świat - rozmowa z Borysem Janczarskim – saksofonistą, improwizatorem, człowiekiem od muzycznych miłości
 fot. mat. prasowe Inf. prasowa

Kiedy miał 16 lat, jazz uderzył w niego jak piorun: Archie Shepp, Benny Golson, pierwszy koncert, pierwsze łzy (dosłownie) i pierwsza myśl: „To jest mój świat”. Dziś Borys Janczarski – saksofonista, improwizator, producent i romantyk z krwi i kości – wraca z płytą Love Is: albumem, który brzmi jak list miłosny, paryski spacer nocą i dialog z duchami polskiego jazzu. W szczerej, pełnej humoru i ciepła rozmowie opowiada o mentorach, strachach, Paryżu, utraconych mistrzach, genialnych współpracownikach i o tym, dlaczego jazz nagrywany „na setkę” jest najuczciwszą formą miłości, jaką zna. 

Na krążku znajdziemy i autorskie perełki Joanny Gajdy (np. „Don’t Be Afraid, Little Flock”), i klasyki, które budują DNA jazzu: rozswingowanego Bacharacha „Close To You”, przepełnione czułością „Autumn Leaves” Kosmy i Préverta, czy pulsujący energią „It Ain’t Necessarily So” Gershwina. 

Pamiętasz moment, kiedy pierwszy raz poczułeś, że jazz to będzie Twoja droga? 

Tak. Miałem 16 lat i trafiłem na koncert Archie Sheppa i Benny’ego Golsona na JVC Festival w klubie Akwarium. To był pierwszy raz, kiedy usłyszałem jazz na żywo – i od razu w wykonaniu gigantów. Do dziś pamiętam to uczucie: jakby ktoś otworzył mi nowy pokój w głowie. Stamtąd już była prosta droga – a raczej długi tunel – do saksofonu. 

No właśnie, ale zanim saksofon, był… kornet? 

Niestety tak. Bo chciałem saksofon, a moja szkoła (Szkoła Amerykańska w Warszawie , 7-8 klasa) miała tylko kornety. Grałem Mozarta na szkolnym koncercie, zrobiłem się czerwony, prawie się udusiłem, nauczyciel machał, żebym oddychał. Piękny debiut. Ale to utwierdziło mnie, że chcę jednak na serio zająć się saksofonem. 

W Twojej historii przewija się cały panteon jazzu – i polskiego, i amerykańskiego. Ale najbardziej wzrusza mnie anegdota o Karolaku. 

Tak, kiedy pierwszy raz zobaczyłem Wojtka Karolaka , jako dziecko (był przyjacielem moich rodziców), zacząłem płakać. Był ogromny, miał wąs i okulary – przerażająca postać dla małego dziecka. Potem wypominał mi tę historię za każdym razem kiedy się spotykaliśmy. Parę razy udało mi się z nim zagrać , cudowna postać. To on pomógł mi znaleźć pierwszego nauczyciela saksofonu – Waldka Kurpińskiego. Bez Wojtka pewnie grałbym dziś na czymś zupełnie innym… albo nie grałbym wcale. 

To przejdźmy do teraźniejszości. Wyszedł album Love Is – i to jest płyta, którą naprawdę słychać sercem. 

Bo tak powstawała. Chciałem nagrać coś, co będzie miało w sobie miękkość, bliskość, ciepło – coś, co jest jak list do ważnej osoby. „Love is” (kompozycja Joanny Gajdy, do której dopisałem słowa) dedykowałem mojej żonie Agnieszce, z którą jestem już dwadzieścia lat. Jej czarno-białe zdjęcie, autorstwa naszego syna, Konstantego, jest wewnątrz okładki (CD dostępne jest na moim BANDCAMP lub w EMPIK-ach). Bardzo wiele jest miłości w naszej rodzinie. Napisałem tytuł na okładce flamastrem. Może nie jestem kaligrafem, ale to było szczere, a szczerość w jazzie jest ważniejsza niż idealne litery. Ale ta miłość jest szeroka. Nie tylko romantyczna. Taki jest temat tej płyty uniwersalny i możemy spokojnie przyjąć założenie, że tematem tej płyty jest jednocześnie miłość do muzyki, czy do tego co się w ogóle robi w życiu…Chciałem też, żeby to była płyta dla szerokiej publiczności, która daje ludziom trochę radości i spokoju. 

Brzmienie płyty jest bardzo paryskie, bardzo amerykańskie, a jednocześnie mocno polskie. Mieszanka, która nie zdarza się przypadkiem. 

To dlatego, że ta płyta była właśnie taka z założenia. Od kilku lat pracuję również w Paryżu – grałem tam w spektaklu „Amok”, grałem jamy, koncerty, tam poznałem Larry’ego Browna. Larry to jest jazz w czystej postaci: amerykańska tradycja, paryski klimat, piękny swing, i głos, i trąbka. A jednocześnie cały czas mam w sobie Polskę – Zbyszka Namysłowskiego, którego traktowałem jak mentora. Ta płyta miała być nagrana ze Zbyszkiem w Paryżu. Taki był nasz pierwotny plan. Los chciał inaczej – ale duch Namysłowskiego jest tu wszędzie. 

Właśnie: w „Autumn Leaves” jest harmonia Zbyszka. I ta wersja brzmi jak jego uśmiech zza chmur. 
Tak. To jest utwór, który ma w sobie jego obecność. Oryginalny francuski tekst Jacques’a Prévert’a śpiewa Larry Browne, w metrum 3/4, z harmonią Zbyszka i aranżacją Jacka Namysłowskiego. Jednocześnie klasyk, i jednocześnie coś absolutnie nowego. 

Opowiedz o składzie. To wygląda jak dream team, który normalnie zbiera się tylko na festiwalach. 

Bo to JEST dream team! Mam też taką nadzieję, że będziemy się spotykać na festiwalach! Robert Majewski – legenda polskiej trąbki. Jacek Namysłowski – genialny aranżer i multiinstrumentalista, serce tej płyty. Joanna Gajda – kompozytorka, wspaniała pianistka, moja muzyczna partnerka, z którą gram i rozmawiam o muzyce już od wielu lat. Mary Rumi – świetna wokalistka, gościni specjalna, o świetnym guście i bardzo szerokim spektrum muzycznym. Michał Jaros – wspaniały kontrabasista, słuch absolutny, świetny feeling, z Michałem nagrywaliśmy w trio jeszcze ze Steve’m McCravenem w 2012 r., Patryk Dobosz – wybitny perkusista, fundament zespołu, który swinguje jak szatan. No i oczywiście gość specjalny Larry Browne – wokal i trąbka, głos amerykański podany po parysku. Każdy z nich jest osobną planetą, a udało się zrobić z tego jedną konstelację. 

Często mówi się o Tobie jako o saksofoniście, ale tu jesteś też producentem. To była praca od A do Z, prawda? 

Tak. Jazz to nie jest muzyka, którą produkuje sztab trzydziestu osób. W Polsce, zwykle jest tak, że muzycy poza graniem utworów wykonują mnóstwo innych czynności związanych z wydaniem płyty. Ja miałem ogromne szczęście bo w przypadku „Love is” udało mi się zainteresować płytą Polskie Radio. Otrzymałem wsparcie, za które jestem bardzo wdzięczny. Mimo wszystko, jako producent musiałem zająć się większością spraw i to od samego początku, zaczynając od spraw finansowych, wyboru repertuaru, zaproszenia muzyków, zorganizowania studia nagrań (S4), wykonania utworów, wyboru take-ów, ułożenia kolejności, pracy z inżynierami dźwięku, miksu, masteringu (Michał Kupicz, Jeremiasz Hendzel, Mary Rumi), pracy z grafikiem (Szymon Zaremba), fotografem (Krzysztof Witomski i.in) nagrania etc. Wszystko oczywiście było nagrywane „na setkę”. Wchodzisz, grasz i musi być jak najmniejsza liczba błędów i jakaś prawda. Przy okazji chciałbym też podziękować wszystkim artystom i innym uczestnikom projektu oraz Fundacji Tatuum Longetivity Foundation, bez której wsparcia byłoby o wiele trudniej. 

Zapytałem kiedyś muzyka jazzowego, komu zawdzięcza najwięcej. A Ty — komu powiedziałbyś „dzięki” tak naprawdę głośno? 

Tym, którzy jeszcze na szczęście są Kaziowi Jonkiszowi , Piotrowi Wojtasikowi, i tym których już nie ma ale i tak zawsze będą - Wojciechowi Karolakowi, Zbyszkowi Namysłowskiemu, Januszowi Muniakowi, Sławkowi Kulpowiczowi, Tomaszowi Szukalskiemu, Monty Waters’owi… To są moi mentorzy i patroni. Dobre duchy. My, młodsze pokolenie, codziennie o nich rozmawiamy i ich wspominamy. Oni są z nami, cały czas, są patronami naszej polskiej jazzowej kultury, wielkimi artystami. I ta płyta jest też i im poświęcona. Mam nadzieję, że gdzieś tam, „po tamtej stronie”, dociera do nich jakiś kawałek tej miłości z Love Is. 

A teraz: najważniejsze pytanie dla publiczności. Kiedy trasa? 

Wiosna. Na razie jest plan zagrania koncertów w Studio im. Agnieszki Osieckiej w Trójce – 20 marca, i na Szczecin Jazz  14 marca. Mamy nadzieję, że uda nam się jeszcze gdzieś zagrać pomiędzy tymi koncertami, czasu jest mało ale jest z nami świetna menadżerka, która cieszy się tym projektem i wiem, że zrobimy to naprawdę porządnie! 

I na koniec: czego słuchasz rano? 

Ostatnio znowu płyty „Coltrane Plays The Blues” John’a Coltrane’a. Okazuje się, że jak trzeba spowodować żeby dzień się jakoś pozytywnie ułożył, to ta płyta jest w stanie to spowodować, to działa, warto słuchać dobrej muzyki! 

Rozmawiał Paweł Trześniowski

 

NETFAN.PL
Czytaj nas częściej w Google
DODAJ W GOOGLE
author

Paweł Trześniowski

 10.12.2025   Inf. prasowa   fot. mat. prasowe
CZYTAJ RÓWNIEŻ