Piersi: Pigułka Szczęścia na trudne czasy

Piersi: Pigułka Szczęścia na trudne czasy
 fot. mat. prasowe Inf. prasowa

Dla jednych – prowokatorzy. Dla innych – antidotum na codzienny smutek. Zespół Piersi wraca z płytą „Pigułka Szczęścia” – pełną ironii, refleksji i luzu. Adam Asanow i Zbigniew „Dziadek” Moździerski opowiadają o dziesięciu latach pracy nad albumem, o muzyce, która leczy lepiej niż farmacja, o Chopinie i Konopnickiej w rockowym wydaniu, o wojnie, śmiechu i wolności. Bo jak mówią sami: „Świat się wali, a my wciąż gramy do tańca”.

Rozmowa z Adamem Asanowem i Zbigniewem „Dziadkiem” Moździerskim z grupy PIERSI

Wasza nowa płyta „Pigułka Szczęścia” ukazała się po kilku latach przerwy. Dlaczego tak długo kazaliście czekać fanom?

Adam Asanow: Bo my się nie spieszymy. Zbieraliśmy materiał przez ponad dziesięć lat. W tym czasie świat się kilka razy zdążył zmienić – i politycznie, i emocjonalnie. My tylko to wszystko obserwowaliśmy i pisaliśmy piosenki. Niektóre dojrzewały długo, inne powstały w dwa wieczory. Kiedy uzbieraliśmy koszyk pełen „muzycznych grzybków”, stwierdziliśmy, że czas zrobić z tego ucztę – czyli płytę.

Zbigniew „Dziadek” Moździerski: To taki nasz album z kroniką życia. Każda piosenka to jak zdjęcie z innego roku – trochę śmiechu, trochę smutku. Tak jak w życiu.
 

„Pigułka Szczęścia” – tytuł przewrotny. Co jest waszą pigułką szczęścia?

Adam Asanow: Dla mnie – muzyka. Ale nie taka w stylu „zróbmy przebój”. Chodzi o to, żeby ludzie po ciężkim dniu mogli włączyć naszą płytę i zapomnieć na chwilę o wszystkim. Każdy ma prawo do własnej pigułki szczęścia. My po prostu proponujemy swoją.

Zbigniew Moździerski: To też trochę ironia. Świat dziś jest przeładowany pigułkami – na stres, na sen, na ból. My daliśmy ludziom jedną – zrobioną z gitar, żartów i emocji.

Wasze teksty balansują między żartem a gorzką obserwacją rzeczywistości. Jak rozróżnić, kiedy żartujecie, a kiedy mówicie serio?

Zbigniew Moździerski: Nie rozróżniać! (śmiech) To jest klucz. Piersi zawsze miały w sobie pastisz i ironię, ale nie po to, żeby drwić – tylko żeby pokazać prawdę przez śmiech. Czasami ludzie tego nie łapią, bo w Polsce ironia to wciąż towar deficytowy.

Adam Asanow: Mieliśmy kiedyś w Opolu taką sytuację – dostaliśmy nagrodę publiczności i ja zażartowałem, że zwrócimy pieniądze za SMS-y. Następnego dnia pełna skrzynka: „Wysłałem 58 SMS-ów, proszę o zwrot!”. (śmiech)
Z pastiszem trzeba uważać, ale my bez niego nie umiemy żyć.


Na płycie pojawiają się Chopin i Konopnicka. Brzmi poważnie.

Adam Asanow: Chcieliśmy pokazać, że polska kultura to coś, co wciąż może pulsować we współczesnej muzyce. „Jeszcze Polska…” to utwór, w którym sięgnęliśmy po słowa Marii Konopnickiej i melodię Chopina. Wyszło coś pomiędzy rockiem, pieśnią a modlitwą.

Zbigniew Moździerski: A Chopin by się pewnie uśmiechnął. Może nawet zatańczyłby do tego naszego rytmu. (śmiech)

Na „Pigułce Szczęścia” jest też dużo odniesień do spraw społecznych i politycznych. Nie boicie się?

Adam Asanow: Nie, bo nie jesteśmy po żadnej stronie barykady. Mówimy tylko: „Nie dajmy się skłócić”. W świecie, w którym wszyscy się kłócą, my wolimy śpiewać.

Zbigniew Moździerski: A że ktoś usłyszy w tym coś o polityce – trudno. Muzyka jest lustrem. Pokazuje rzeczy tak, jak je czujemy. A jak ktoś się przejrzy i nie spodoba mu się to, co widzi – to już nie nasza wina.

„Rakija” to jeden z najbardziej energetycznych numerów. Jak powstała?

Adam Asanow: Dziadek powiedział: „Przestań pisać o alkoholu, napisz coś innego!”. No to napisałem piosenkę o alkoholu. (śmiech). Ale „Rakija” to nie tylko impreza – to też metafora. Czasem trzeba się upić życiem, żeby przetrwać.

Zbigniew Moździerski: To pokazuje, jak u nas powstają kawałki – z żartu, z pomyłki, z rozmowy. I nagle wychodzi z tego coś, co ludzie nucą miesiącami.

Są też poważniejsze momenty – choćby „Za wolnością gnaj”.

Adam Asanow: Bo życie to nie tylko zabawa. Mamy przyjaciół muzyków z Ukrainy. W pewnym momencie przestali grać, założyli mundury. To był szok. Zrobiliśmy więc piosenkę o tym, żeby pamiętać, że wolność nie jest dana raz na zawsze.

Zbigniew Moździerski: Po koncertach podchodzili do nas ludzie ze łzami w oczach. To chyba największe wyróżnienie – że muzyka potrafi dać komuś siłę.

„Piątek, piątunio, piąteczek” – hymn weekendu. Jak powstał?

Zbigniew Moździerski: Bo każdy potrzebuje swojego piątku! (śmiech) Płyta jest trochę jak kalendarz – czternaście piosenek na czternaście dni. Na piątek – „Piątunio”, na sobotę – „Balanga”, a na niedzielę – „Ostatni rejs”, czyli muzyczny kac moralny.

Adam Asanow: Płyta jest o tym, że każdy dzień ma inny rytm. Jak życie. Raz chcesz tańczyć, raz chcesz się zatrzymać i pomyśleć.

Często powtarzacie, że „okład z ciepłych Piersi” to najlepsze lekarstwo.

Zbigniew Moździerski: (śmiech) Tak, to nasz patent na gorszy dzień. Ale serio – chodzi o bliskość. My chcemy, żeby ludzie po koncercie wychodzili z uśmiechem. Bez recepty.

Po tylu latach grania – co wciąż was napędza?

Adam Asanow: Publiczność. To, że ludzie wciąż śpiewają z nami, że widzę błysk w oczach. To jest czysta energia.

Zbigniew Moździerski: I świadomość, że możemy mówić o ważnych rzeczach z humorem. To najpiękniejsza forma wolności, jaką znam.
 

Czego wam życzyć?

Adam Asanow: Żeby ludzie nie bali się śmiać i żeby nigdy nie zabrakło im ciekawości.

Zbigniew Moździerski: A także żeby nie zabrakło nam pomysłów, przyjaciół i dobrej rakii. (śmiech). I żeby „Pigułka Szczęścia” działała na wszystkich?

Obaj: Zdecydowanie! Bez recepty!

Rozmawiał: Paweł Trześniowski 

 

NETFAN.PL
Czytaj nas częściej w Google
DODAJ W GOOGLE
author

Paweł Trześniowski

 06.11.2025   Inf. prasowa   fot. mat. prasowe