Nula Stankiewicz & Włodzimierz Nahorny: "Bliskość ciszy to stan ducha"

Nula Stankiewicz & Włodzimierz Nahorny: Bliskość ciszy to stan ducha
 fot. Paweł Trześniowski Inf. prasowa

W czasach, gdy głośność stała się walutą, a emocje coraz częściej są „na sprzedaż”, oni postanowili zaśpiewać ciszą. Nula Stankiewicz i Włodzimierz Nahorny – dwoje artystów z różnych pokoleń, połączonych wspólnym wyczuciem słowa i dźwięku – stworzyli album „Bliskość ciszy”. To płyta o delikatności, pamięci, dojrzałości i odwadze, by nie zagłuszać emocji. O tym, że w muzyce – jak w życiu – najwięcej dzieje się między dźwiękami.

Tytuł Waszej płyty, „Bliskość ciszy”, brzmi jak zaproszenie do zatrzymania się. Skąd pomysł na taki album?

Włodzimierz Nahorny: Z wiekiem człowiek coraz bardziej docenia to, co nie krzyczy. W dzisiejszym świecie hałas stał się normą – wszyscy się spieszą, wszystko musi być głośne, dobitne. A przecież cisza to nie brak dźwięku, tylko jego naturalne przedłużenie. W ciszy rodzi się muzyka, w niej dojrzewają emocje. 

Nula Stankiewicz: Ta płyta, tak uważam, jest odpowiedzią na potrzebę spokoju. To płyta, w której słowo, melodia i emocja nie rywalizują ze sobą, tylko współistnieją. Tutaj cisza nie jest pustką, ale miejscem spotkania – z dźwiękiem, z drugim człowiekiem, z samą sobą.

Jak wyglądało Wasze spotkanie – Mistrz polskiego jazzu i wokalistka, która kocha słowo?

Nahorny: Poznaliśmy się tak dawno, że nawet nie pamiętam kiedy. Nie pamiętam też, kiedy zaczęliśmy grać wspólne koncerty, to też było dawno temu. Nula jest nie tylko wokalistką, która dobrze i czysto śpiewa, ale doskonale rozumie to, co śpiewa, a to już nie jest takie oczywiste. 

Stankiewicz: Ja natomiast doskonale pamiętam moment, kiedy się poznaliśmy, to był rok 1997, Fama w Świnoujściu. Jakiś czas później zaczęliśmy współpracować, grać koncerty, nagrywać, bo przecież to nie jest nasza pierwsza płyta! Włodzimierz był gościem specjalnym na mojej płycie „Byle nie o miłości” z piosenkami Agnieszki Osieckiej, na której nagrałam jego dwie piosenki: „Tam na strychu w Łomiankach” i „Pytam zimowych gwiazd”. A teraz cieszę się z płyty złożonej wyłącznie z jego kompozycji.

Wasza ostatnia płyta to nie jest zestaw przebojów, tylko intymna opowieść. Jak ją budowaliście?

Stankiewicz: Wspólnym mianownikiem jest nazwisko kompozytora. Nagraliśmy piosenki, które były spójne literacko, koncepcyjnie, takie, które podobały się nam obojgu.

Nahorny: Niektóre z tych piosenek napisałem wiele lat temu, ale są i takie, które powstały tuż przed nagraniem. 


„Czas rozpalić piec” to utwór z długą historią. Co usłyszał Pan w wersji Nuli?

Nahorny: Tę piosenkę jako pierwsza zaśpiewała Łucja Prus, potem Magda Umer, Anna Maria Jopek, wiele wspaniałych wokalistek. Dla mnie to pewnego rodzaju kontynuacja, bo wziął w niej udział, tak jak w nagraniu z Łucją, Janusz Strobel.

Stankiewicz: Dla mnie ta piosenka jest o relacji między dwojgiem ludzi, którzy z jednej strony są blisko siebie, ale potrzebują coś rozniecić na nowo, zadbać o uczucie.


Płyta brzmi bardzo naturalnie – bez elektroniki, z prawdziwym brzmieniem instrumentów. To celowy gest „na przekór czasom”?

Nahorny: Absolutnie tak. Dziś muzykę można w nieskończoność korygować komputerowo – ale według mnie więcej się traci, niż zyskuje. Nagraliśmy cały materiał w dwa dni, w świetnym radiowym studio S4. 

Stankiewicz: Prosta forma, klasyczne jazzowe trio. Nie idziemy z duchem czasu (śmiech), żeby podobać się za wszelką cenę i brzmieć tak, jak wszyscy, żeby było modnie. Nagrywamy tak, żeby móc to bez problemu przenieść w warunki koncertowe. Dla mnie, poza muzycznymi aspektami, to duża dodatkowa frajda, móc pracować z kimś, kogo się lubi, tak po prostu, po ludzku. Poza Włodzimierzem Nahornym, Sebastian Frankiewicz na perkusji i Paweł Pańta na kontrabasie, który również, razem z Januszem Stroblem, jest współproducentem płyty. Płyta, która ukazała się nakładem Agencji Muzycznej Polskiego Radia jest dostępna we wszystkich formach: od platform streamingowych po winyl.

Nulo, śpiewasz teksty Kofty, Osieckiej, Wołka, Lipskiej, Szymborskiej… Jak znaleźć w nich coś nowego?

Stankiewicz: Do tekstów, odkąd pamiętam, przykładam dużą wagę. Wybieram te piosenki, w których mogę opowiedzieć coś swojego, nawet, jeśli piosenka wcześniej była śpiewana tysiące razy, tak jak „Jej portret”. Dla mnie piosenka to opowieść, która jest w pewnym sensie wypadkową mojej wrażliwości, historii, relacji, która wydarza się tu i teraz.

Jak doszło do udziału Janusza Strobla, tym razem w roli śpiewającego?

Nahorny: Z Januszem znamy się od wielu lat – to artysta o ogromnej kulturze muzycznej i niezwykłej wrażliwości. Współpracowaliśmy w różnych składach, zawsze wiele nas łączyło na płaszczyźnie muzycznej, ale i tej szerszej, światopoglądowej. 

Stankiewicz: Z Januszem współpracuję od wielu lat. Zawsze imponowała mi jego muzyczna kultura, wierność swoim muzycznym ideałom. Jest kierownikiem muzycznym wszystkich moich muzycznych przedsięwzięć, osią wszystkiego, co robię. 

Co dla Was osobiście znaczy cisza?

Nahorny: Cisza to dla mnie fundament muzyki. Bez niej nie ma sensu grać. W ciszy słyszę melodie, zanim powstaną. 

Stankiewicz: Wszystko zaczyna się od milczenia. A cisza może mieć oczywiście różny wymiar, może być niepokojąca, złowieszcza, może być cisza przed burzą. Cisza, którą słychać w tej płycie, jest bliska i bezpieczna, zaprasza do spotkania ze sobą. 

Gdyby ktoś miał posłuchać tylko jednego utworu, żeby zrozumieć, czym jest „Bliskość ciszy” – który by to był?

Nahorny: Mam zbyt osobisty stosunek do swoich piosenek, żebym mógł wytypować jedną.

Stankiewicz: Mnie też jest trudno wyłonić ten jeden utwór. Lubię tytułową „Bliskość ciszy,”, ale wielką radość sprawiła mi piosenka napisana specjalnie dla mnie do wiersza Ewy Lipskiej, czy utwór „Popłynę łódką” ze słowami Jonasza Kofty. Zawsze chciałam zaśpiewać piosenkę „Powiem jak umiem”, odkryłam też piosenki ze słowami Barbary Młynarskiej-Ahrens, z którą Włodzimierz pracował przed laty. Rozczula mnie tęsknota za domem w tekście Juliana Tuwima. W każdej piosenek znajduję wiele piękna w warstwie literackiej, o muzyce nie wspominając.

Czy będzie można usłyszeć ten repertuar na żywo?

Stankiewicz: Tak, oczywiście, choć w tym zawodzie pewne jest tylko to, co było. Zapraszam do obserwowania naszych mediów społecznościowych, tam staramy się być na bieżąco. 

Jednym zdaniem – czym jest dla Was „Bliskość ciszy”?

Nahorny: Oddechem. Bo bez ciszy muzyka nie miałaby przestrzeni.

Stankiewicz: Zaproszeniem do spotkania ze sobą.

Rozmawiał Paweł Trześniowski 

 

NETFAN.PL
Czytaj nas częściej w Google
DODAJ W GOOGLE
author

Paweł Trześniowski

 28.10.2025   Inf. prasowa   fot. Paweł Trześniowski
CZYTAJ RÓWNIEŻ