Sam Smith pokazuje ciemniejszą stronę miłości w „When He's Gone”
3 min czytania
Link skopiowany

fot. mat. prasowe universalmusic.pl
Najpierw
soulowy, akustyczny groove, później eteryczne chórki i napięcie
przypominające burzę zbierającą się na horyzoncie. W „When He's Gone”
Sam Smith przekuwa paraliżujący lęk przed utratą ukochanej osoby w jeden
z najbardziej poruszających momentów nadchodzącego albumu „Hazel Eyes”,
którego premiera odbędzie się 21 sierpnia.
Już pierwsze dźwięki
„When He's Gone” przywołują ciepło i głębię twórczości Billa Withersa.
Wraz z rozwojem utworu – i przejmującymi słowami: „Nienawidzę, gdy
zwracasz się do mnie w okrutny sposób i bez zastanowienia / Wszystko, co
do mnie mówisz, naprawdę boli – czy tego nie widzisz?” – muzyka nabiera
rozmachu. Pojawiają się eteryczne chórki i monumentalna atmosfera
przywodząca na myśl klasyczne westerny. Na tym tle wybrzmiewa pełen bólu
refren: „Kiedy odchodzi, zabiera ze sobą wszystko, czego potrzebuję /
Cały mój świat rozpada się, gdy go nie ma”.
– Ten album pokazuje
wszystkie odcienie relacji, a „When He's Gone” reprezentuje ich bardziej
melancholijną stronę – mówi Sam Smith. – Nagraliśmy ten utwór na żywo,
bez metronomu, a później zbudowaliśmy całą aranżację wokół pierwszego
wykonania, żeby zachować wrażenie burzy zbierającej się gdzieś w oddali.
„When
He's Gone” ukazuje się po wydanym w ubiegłym miesiącu singlu „Oh
Mother” z udziałem The TwoCity Chorus. Utwór opowiada o silnej potrzebie
matczynego wsparcia w obliczu zdrady ukochanej osoby. Jego centralnym
punktem jest hipnotyzujący dialog między Samem Smithem a 28-osobowym
chórem, którego intensywne harmonie – jak mówi Smith – „przywołują
rodzaj boskiej kobiecej energii”. Wcześniej ukazał się także „My Guy” –
subtelna, romantyczna kompozycja, której towarzyszył wzruszający
teledysk będący portretem domowego szczęścia.
„Hazel Eyes”,
następca albumu „Gloria” z 2023 roku, przedstawia współczesną baśń o
odwzajemnionej miłości. Płyta łączy bezpośredniość emocji z
wielowarstwową narracją i wyjątkowym brzmieniem opartym na energii
żywych instrumentów. Nad materiałem pracowano m.in. w legendarnym
Electric Lady Studios w Nowym Jorku, a za współprodukcję odpowiadają Sam
Smith, David Odlum (Glen Hansard, Josh Ritter) i Simon Aldred (Avicii,
Liam Gallagher).
Do współpracy zaproszono również grono cenionych
artystów, wśród których znaleźli się Feist, multiinstrumentalista
Shahzad Ismaily (Yoko Ono, Damien Rice) oraz aranżer smyczków Rob Moose
(Bon Iver, The National). Większość z 12 utworów, które trafią na „Hazel
Eyes”, powstała w Nowym Jorku, a część materiału zarejestrowano w
Electric Lady Studios. Efektem jest album czerpiący z różnorodnych
gatunków – od barokowego popu, przez brytyjski folk i outlaw country, po
alternatywne R&B – z charakterystycznym głosem Sama Smitha i
szczerym, osobistym sposobem opowiadania historii na pierwszym planie.
Publiczność
po raz pierwszy mogła usłyszeć nowy materiał podczas koncertów w ramach
rezydentury „To Be Free”. Cykl rozpoczął się w historycznym klubie
Warsaw na Brooklynie, a następnie przeniósł się do San Francisco. Sam
Smith znalazł się w gronie pierwszych osób występujących na nowo
otwartej scenie kultowego Castro Theatre.
Poprzedni artykułBasia Małecka otwiera nowy rozdział. Nowy singiel powstał we współpracy z londyńskim producentem
Następny artykuł Naisha debiutuje EP-ką „911”. Artystka prezentuje także klip do „Contraband”