Niezbędne
Zapewniają podstawowe działanie strony, bezpieczeństwo oraz zapamiętanie Twojej decyzji dotyczącej zgód.
Rozrywkowo, pełnowymiarowo i ze zdecydowanym wikińskim naturalizmem– tak można podsumować koncert folk metalowych Korpiklaani oraz Estończyków z Metsatöll, którzy 12 kwietnia zagrali w krakowskim klubie „Kwadrat” w ramach europejskiej trasy Manala 2013.
Koncert otworzyli Metsatöll, zespół jeszcze nie tak dobrze znany w Polsce, ale o ogromnym potencjale do rozprzestrzenienia się w zawrotnym tempie. Czarujący zdecydowanie podbił Markus Teeäär już na samym wstępie serca w szczególności zebranych pań dedykując po polsku (!) piosenkę „dla pięknych pań”. Zagrano m.in. „Vaid vaprust”, tchnące czystym szamanizmem „Metsaviha” „Kivine maa”czy „Küü”. Wokalista przygotował się z pieczołowitością, gdyż zaprawdę długą dedykację odczytał z zawczasu przygotowanej kartki, urokliwie wymiętoszonej. Ratzingierowska polszyzna estońskiego Russela Crowe rozbawiła publikę, która bardzo ochoczo dała się porwać rytmom „Leśnej bestii”. Prócz dud, cytry czy fletu w wykonaniu Lauri "Varulvena" Ounapuu usłyszeć można było arcy-potężny bas, o głębokości zapewne zdecydowanie większej niż Rów Mariański.
Metsatöll pożegnani gromkimi brawami ustąpili miejsca headlinerowi. Tym razem Korpikaani wystąpili w roli maina wieczoru. Mieliśmy okazję witać ich w zeszłym roku, niespełna sześć miesięcy temu, podczas Heidenfestu, kiedy to Finowie co-headlinerowali Wintersun. Skoczne rytmy oraz szamańskie fale muzyki to jedne z nielicznych atrakcji jakimi uraczył Kraków ten fiński zespół, promując swój ostatni album „Manala”. Nie można zapomnieć roli Jonne’go Järvelä, ktory oddał się w pełni tamtemu show. Zdecydowanie ukochał publikę, od której, dosłownie, nie mógł odejść. Można powiedzieć, że po tym występie przypieczętował swój wkład jako frontmana, który dla muzyki jest się w stanie poświęcić do „dna”. Niemniej zespół spisał się jak zwykle świetnie i widowiskowo. Roztańczeni Korpiklaani zagrali m.in.„Tuonelan Tuvilla”, majestatyczne „Husky Sledge”, „Juodaan Viinaa”, „Ruumiinmultaa”, „Vaarinpolkka”, „Iron Fist”, fantastyczne „Sumussa Hämärän Aamun”, „Metsäle”, „Uni” oraz właściwie finalne „Vodka” z adekwatnymi rekwizytami. Zaserwowano również instrumentalnie „Iavan Polkka”. Licznie zebrane grono słuchaczy bawiło się świetnie do samego końca.
Tego typu koncerty są specyficzne. I mimo, że mało kto rozumie tekst, większość zapewne nawet nie stara się w niego wsłuchiwać, niezależnie od wersji językowej w jakiej jest prezentowana dana piosenka; każdy ma rozrywki pod dostatkiem. Rytmiczne dźwięki i ogromnie szczere zaangażowanie zespołów w wykonanie pokazu sprawiają, że ciężko znaleźć osobę, której chociaż noga nie podrygiwałaby w takt.
Tekst: Agnieszka Diaków