Niezbędne
Zapewniają podstawowe działanie strony, bezpieczeństwo oraz zapamiętanie Twojej decyzji dotyczącej zgód.
“Six wolves cry”… “And you my dearest mystery”… słowa płonące, palące, wtapiające się w duszę gładko niczym rozpalony sztych. A kowadłem ich muzyka. Dzika, oszalała, jak pełnia księżyca. Warszawa. Progresja. 18.11.2012. Into a Darkness Tour. Innymi słowy prawdziwe opus magnum tej jesieni na polskiej scenie metalowej.
I tak oto pewnego przedzimowego popołudnia, wielce mglistego, wcale nie późnego, przed klubem nieco mniej znanym, jak twierdziła uparcie większość warszawskich taksówkarzy, stał zmarznięty, lecz wytrwały tłumek. Brać metalowa oczekiwała na otwarcie bram.
Jako pierwsi zagrali Scar Of the Sun. Zespół młody, żywiołowy, zmysłowy Zorba w roli klimatycznego gotycko - doomowego intro koncertu. Ciekawy wokal , raczej niespotykany przy tego typu brzmieniach, mocne, tętniące riffy. Ogólnie dobrze, emocjonalnie ( widać było, że panowie grali z „zapałem”).
Nim się człowiek obejrzał zgromadzenie rozrosło się na skalę wielce zwartej materii. Zabrakło w jego wzroście proporcjonalności, co spowodowało spore zdziwienie, gdyż w jednej chwili było stosunkowo luźno, a w drugiej przysłowiowej wykałaczki nie było gdzie wetknąć. Racjonalność tego nagłego przyrost umknęła mej uwadze, niemniej nie dane było mi się na tym dłużej skupić. Iście niemiecka organizacja zapewniła punktualny przebieg rozgrywek zespołów.
Następnie przyszła kolej na Lake of Tears. Szwedzi zagrali narkotycznie enigmatycznie, co można było odczuć w szczególności podczas sztandarowego kawałka „So Fell Autumn Rain”. Prócz tego zapamiętać można było dopieczone szarpnięcia strun, głęboki, wibrujący wokal Brennare’a, przyprawiający o dreszcze podczas wyższych partii ( np. „House Of The Setting Sun” ). Prócz tego zagrano „Boogie bubble”, „Raven Land”, „Taste of Hell”, „Crazyman” oraz „The Greymen” .
Zaraz potem nadszedł czas na fiński Swallow the Sun, który wydał w tym roku album „Emerald Forest and the Blackbird”. Zespół został przyjęty bardzo entuzjastycznie. Warto dodać, że prócz rzeczowej, konkretnej gry, atutem tej formacji jest niewątpliwie ich frontman - Mikko Kotamäki, którego wszechstronność wokalna zakrawa wręcz na niezwykle niezdrową i imponującą amplitudę. Swallow the Sun zagrali m.in. „Cathedral Walls “,”Night Will Forgive Us”, „Hate, Lead the Way” czy „Descending Winters”.
Było dobrze, aż wreszcie pojawił się Moonspell. Ikona black metalu. I było zdecydowanie więcej niż dobrze. Jeśli chodzi o jakość występu tego zespołu raczej nie trzeba wiele mówić. Wystarczy rzec, iż pot lał się strugami, dano z siebie wszystko a nawet więcej i tyle gwoli peanów pochwalnych. Nie zabrakło utworów takich jak legendarne „Full Moon Madness”, „Wolfshade”, „Opium”, „Awake”, „Vampiria” ( a przynajmniej jedna mrugnęła mi gdzieś na sali )oraz wykonane z wielką klasą (oraz polską flagą jak i specjalnym prologiem dziękczynnym widowni polskiej) „Alma Mater”. Czegóż więcej pragnąć? Może tylko „Lua D’Inverno”. Pojawiły się również kawałki promujące najnowszy album Portugalczyków „Alpha Noir”( tytułowy „Alpha Noir”, „Axis Mundi”, „Em Nome do Medo” oraz „Lickanthrope”). Co do wielkoformatowości tej grupy nie ma wątpliwości, skoro po ponad 20 latach gry płynie w nich tak samo wrząca krew a basy i riffy brzmią w ten sam rytm co ich iberyjskie serca.
Mimo, że dla wielu zgromadzonych headliner już zagrał, gwiazdą wieczoru był szwedzki Pain, projektu Petera Tagtgrena, który nota bene jest jedynym stały członkiem tej formacji. Skandynawski industrial metal, na żywo wypadł bardzo dobrze. Jeżeli dodać do tego niezwykle precyzyjnie zaplanowane widowisko świetlne oraz dopracowaną charakteryzację z maską Jasona w tle, odbył się spektakularny pokaz. Zaserwowano m.in. „Same Old Song”, „I’m Going In”, „Walking On The Glass”, „Monkey Bussiness”, „Le Me Out”, „On & On”, „Dark Fields Of Pain” czy “Shut Your Mouth”.
Podsumowanie? Chciało się wyć w oczekiwaniu przed, chciało się wyć podczas, i chciało się wyć po.
Moment zastanowienia.
Ocena? 10/10
All the greatest greeting for KnockOut Production!
Relacja: Agnieszka Diaków
