FOTORELACJA

Heidenfest 2012 - fotorelacja

Wraz z pierwszym śniegiem zawitali Wikingowie. Wdarli się nieposkromieni na scenę krakowskiego klubu Studio, gdzie, co prawda nie zadęli w rogi, ale pokazali, na co stać prawdziwą nordycką krew. Mimo niskiej temperatury na zewnątrz, pod sceną wrze. Bezkompromisowe rify piłują międzyprzestrzeń. Ostre solówki wizgają niczym kłusujące potomstwo Sleipnira. Do tego klejące się piwo na podłodze i odklejające się odeń z urokliwym ciamkaniem buty. Rzadko, kiedy nie tej masywnej maści.

Długo oczekiwany Heidenfest, Asgard metal-folku nastąpił dnia 28 października. Ku uciesze wielu, którzy jeszcze na długo przed rozpoczęciem festu wyczekiwali mimo wyjątkowo niekomfortowej temperatury przed klubem. Pojawiło się pięć zespołów, a każdy z nich miał jeden cel: ponowić sukces zeszłorocznego Heidenfestu.

Pierwszy żywioł o młodych korzeniach, nieco południowy - grupa Krampus wywodząca się z Włoch. Energia Hermesa, który znacznie przedawkował. Efekt? Piorunująco szybkie rozgrzanie publiki. Zeus by się nie powstydził.

Numero secondo ujrzeć było można "tę pszczółkę, którą zowią..." Trollfest! Może trochę bardziej rozbrykane i rubaszne niż Maja, ale z pewnością nie mniej urokliwe. Brakło świerszczyka, ale była harmonia. I pojawił się w podskokach Jonne Järvelä, który dorwał się do mikrofonu i zaśpiewał z Trollfestem. To samo uczynił również z Wolfgangiem Vargów. Krwiste niemieckie mięsiwo – Varg – warrrcząco i mrrrucząco dogrzało i tak już gorących słuchaczy.

Dopełnieniem byli Korpiklaani, którzy niczym ognisty podmuch wywołali falę okrzyków. Co też w ich przypadku nie jest niczym zaskakującym. Entuzjazm Järvelä po prostu nie jest w stanie się nie udzielić. Roztańczony Szaman prócz skocznych kawałków jak "Journey Man" ," Ievan Polkka ", najnowszego hitu "Rauta" z albumu "Manala" czy utworu bez którego trudno byłoby się obejść w naszej strefie klimatycznej "Vodka" pokazał również iście pogańską klasę hipnotyzując swymi ekstatycznymi pomrukami. Teemu Eerola, „Naczelne Skrzypce”, nie popuszczał i kiedy nadeszła chwila jego solówki, nie trudno domyślić się reakcji publiki. Mało tego, w ramach "quid pro quo" na scenie ponownie pojawili się Trollfest. Cały rój zagrał z porządnym kopnięciem wraz z Korpiklaani, po czym odleciał równie szybko, jak się pojawił. Finom zarzucić można tylko jedno. Brak klasycznej scenerii – statyw mikrofonu nie lśnił czaszką czterokoptynego ani tegoż rogami. Wielka szkoda. Prócz tego, standard. Korpiklaani dali popalić.

I tedy to nadszedł czas na headlinera tamtego wieczoru. Wintersun. Winter, winter... Finowie przyjechali promować swój nowy album " Time I ", okrzyknięty w recenzjach tegorocznym smaczkiem gatunku. Rzeczywiście, panowie potrafili stworzyć klimat, pociągnięcia strun miały to coś. Nie zabrakło również kawałków z debiutanckiej płyty "Wintersun": " Beyond the Dark Sun " czy " Starchild ". Mimo to pozostał pewien niedosyt. Coś w występie Wintersun zmroziło się, czegoś zabrakło. Niemniej, ci, co czekali otrzymali, to czego chcieli. Ci, co nie czekali też się załapali. I ja tam byłam, i ... ok. Miodu nie piłam. Ale zrobiłam nieco zdjęć ku asgardzkiej chwale.

Relacja: Agnieszka Diaków (netfan.pl)

Trwa ładowanie zdjęć