Niezbędne
Zapewniają podstawowe działanie strony, bezpieczeństwo oraz zapamiętanie Twojej decyzji dotyczącej zgód.
Kuba Badach wystapił w ramach Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie z recitalem złożonym z piosenek Andrzeja Zauchy. Koncert miał miejsce w Nowohuckim Centrum Kultury w piątek 15 października 2021.
Jakiś czas temu pojawiła się odświeżona reedycja płyty "Obecny - tribute to Andrzej Zaucha", jaką Badach we współpracy z pianistą Jackiem Piskorzem wydał w 2009 roku. Kraków to rodzinne miasto nieodżałowanego Zauchy, a w tym roku obchodzimy trzydziestą rocznicę tragicznej śmierci naszego wybitnego wokalisty, więc zaproszenie Kuby Badacha z tym programem na tegoroczny festiwal wydaje się dość logiczne. W Krakowie odbyło się już kilka koncertów i innych wydarzeń, podczas których wspominano Andrzeja Zauchę, ale w moim odczuciu solowy koncert Kuby w ramach SFP należy niewątpliwie do najciekawszych wieczorów organizowanych w tym roku w Krakowie z tej okazji.
W sali koncertowej Nowohuckiego Centrum Kultury zjawił się nadkomplet publiczności. Kilka minut po 19.00 na scenę wkroczył Kuba w towarzystwie swojego wyśmienitego zespołu, no i... zaczęło się. Dwie godziny znakomitej muzyki i świetnej energii. Część piosenek Zauchy to "ogólnopolskie" przeboje, które mamy wprasowane w uszy w oryginalnych wykonaniach, tymczasem aranżacje, jakie proponuje duet Badach-Piskorz czasami bardzo daleko odbiegają od tego, co słyszymy w historycznych nagraniach Mistrza Andrzeja. Ale absolutnie nie ma tu "udziwniania" na siłę, a uwielbienie i szacunek, z jakim Kuba podchodzi do dorobku Zauchy są gwarantem najwyższej jakości nowych pomysłów na te piosenki, jaki panowie zaproponowali w nagraniach i serwują na żywo.
Czasem mocno ujazzowione, czasem znienacka balladowe, czasem utanecznione nowe wersje hitów Zauchy mogą zaskakiwać, ale niewątpliwie są zrobione z pomysłem i serduchem. Świetne brzmienie, cudowna muzykalność instrumentalistów i gorąca reakcja publiczności - ten koncert nie mógł się nie udać. Kuba w zapowiedziach jak zwykle dowcipkował, często autoironicznie, ale gdy mówił o "wymianie energii" jaka ma z reguły miejsce na koncertach między artystami a publicznością, to pomyślałem sobie, że tego wieczoru bilans musiał wyjść na zero, a handel energią okazał się opłacalny dla obu stron. Oprócz znakomicie, jak zwykle, śpiewającego Badacha i kapitalnych aranży, w których każdy dźwięk był właściwy, praktycznie każdy z instrumentalistów miał okazję popisać się kunsztem w partiach solowych. Malowniczy Jacek Piskorz pięknie wygrywał na Nordzie to, co trzeba, wielki entuzjazm publiczności wzbudzał Maciej Kociński wygrywając cuda na swoich saksofonach. Solowy popis perkusisty Wojciecha Fedkowicza zakończony "pojedynkiem" z Kubą - majstersztyk. No i cudownie brzmiący na kontrabasie i na basówce Michał Kapczuk też niejednokrotnie miał okazję popisać się zarówno potężnym, pełnym brzmieniem w akompaniamencie, jak i cudownym zmysłem improwizacji w chwilach, gdy koledzy pozwalali mu pograć solówki. No i te legendarne numery... "Leniwy diabeł", "Byłaś serca biciem", "Myśmy byli sobie pisani".... I tak dalej i tak dalej. Tak sobie tylko myslę, słuchając odnowionej płyty "Obecny" i wspominając koncert z Nowej Huty, że jedyne, czego mógłbym sobie nieśmiało od Kuby zażyczyć na ostatni bis podczas takiego koncertu, to piosenka śpiewana przez Zauchę w animowanym serialu "Gumisie" :).
Następnego dnia po koncercie Kuba Badach na zaproszenie fundacji prowadzonej przez Katarzynę Wodecką-Stubbs (córkę Zbigniewa Wodeckiego) odbył spotkanie z kilkudziesięcioma uczniami krakowskich szkół muzycznych, gdzie miałem okazję zapytać go o wrażenia z koncertu - skomplementował przede wszystkim publiczność, ale i miejsce, w którym koncert się odbył. To ja w imieniu wspomnianej publiczności, której byłem tysięczną częścią, pragnę samozwańczo zadeklarować, że my - jako ta publiczność - tylko odpłacilismy pięknym za nadobne - na taki koncert i na to, co i jak panowie proponowali ze sceny inaczej zareagować się nie dało.
Mam nadzieję, że jeśli duch Andrzeja Zauchy unosił się tam gdzieś nad sceną i widownią, to pod sumiastym wąsem uśmiechał się dobrotliwie - jego repertuar znajduje się we właściwych rękach. No i we właściwym gardle.
Prezentujemy galerię zdjęć z tego bardzo udanego wieczoru.
