FOTORELACJA

Kielce Rockują - piątek, 1 maja 2015 - fotorelacja

W Kielcach odbyła się trzecia edycja imprezy "Kielce Rockują" organizowana przez Stowarzyszenie o tej samej nazwie oraz Wojewódzki Dom Kultury przy wsparciu lokalnych firm i instytucji.

Czterodniowa impreza miała imponujący program, oprócz koncertów zaproszonych gwiazd odbył się konkurs dla amatorskich zespołów. Oprócz koncertów, które przez trzy dni odbywały się na scenie plenerowej przed WDK i w sali koncertowej wewnątrz budynku odbyły się jamm sessions i koncerty w klubie Gin-Ger, gdziue wystąpili również Livin Blues Xperience oraz 4 Szmery.

Pogoda była znośna, organizacja dobra, program imprezy imponujący, organizatorzy zadbali też o strawę dla ciała - przygotowano ogródek gastronomiczny, gdzie można było zażyć płynów wszelakich i przekąsić je specjałami z grilla. Dzięki wsparciu lokalnych władz i sponsorów wstęp na wszystkie koncerty był bezpłatny. Szkoda, że biorąc pod uwagę powyższe argumenty, stosunkowo niewielka grupa melomanów kibicowała występującym na scenie muzykom. A po odliczeniu przybyszów z Krakowa, Tarnobrzega czy Starachowic tym bardziej żal, że niewielu mieszkańców stolicy ziemi świętokrzyskiej skorzystało z możliwości spędzenia majówki z dobrą, żywą muzyką.

Niestety nie mogłem być obecny na wszystkich imprezach związanych z tegoroczną edycją kieleckiego maratonu gitarowego, uczestnictwo w imprezie rozpocząłem dopiero drugiego dnia imprezy.

Długoweekendowe rozleniwienie kusiło mnie, żeby odpuścić sobie koncert pierszego wykonawcy głównego koncertu, jaki odbywał się na scenie plenerowej 1 maja - na szczęście nie posłuchałem diabełka kuszącego mnie do grzechu, bo bardzo bym tego żałował - panowie z The Rookles skutecznie obudzili nieliczną jeszcze publikę. Żywiołowo i sympatycznie zagrana fuzja bitelsowskiej tradycji doprawionej britpopem i alternatywą w wykonaniu kwartetu z Otwocka była bardzo smaczna. Panowie chwalili się, że lada dzień ukaże się ich pierwsza płyta - czekam na nią z niecierpliwością.

Następnym punktem programu był recital brytyjskiego gitarzysty Paula Rose, który wystąpił ze szkocką sekcją rytmiczną. Wirtuozerski blues-jazz-rock brzmiał doskonale. Zachęcam wszystkich zwolenników takiego gitarowego grania, którzy nie mieli jeszcze przyjemności obcowania z muzyką w wykonaniu Paula, do odszukania jego nagrań w sieci - będą Państwo zadowoleni :).

Jak świętokrzyskie to świętokrzyskie - na scenę z miotłą w dłoni jako strzyga lub wiedźma z Łysej Góry wleciał nasz krajowy Ozzy, czyli Maciek Januszko - lider i śpiewak zasłużonej formacji Heavy - zespołu Mech. Zatem wypiliśmy z rogatym bruderszaft, a dowcipny i sympatyczny show w wykonaniu grupy po raz kolejny udowodnił, że ci panowie potrafią bawić siebie i publikę rockandrolową jazdą bez trzymanki.

Livin' Blues Xperience to kolejne wcielenie holenderskiej formacji - jak się łatwo domyślić bluesowej - która dla wielu starszych fanów jest dość kultowa z prostego powodu - w czasach szarej, zamierzchłej komuny, kiedy to w Polsce "nie było niczego" ich płyta, zatytułowana jeśli mnie pamięć nie myli, BLUE BREEZE, była jednym z niewielu krążków z żywą zachodnią muzyką, możliwym do zakupienia w sklepach papierniczych, składnicach harcerskich i wiejskich domach towarowych... Przynajmniej w moim rodzinnym mieście :). Jak większość składów bluesowych, grupa z Holandii przeszła wiele zmian personalnych, ale od pewnego czasu pod lekko zmienioną nazwą wróciła na sceny i gra koncerty w całej Europie. I to gra bardzo uczciwie i skutecznie. Nie było żadnego "odwalania pańszczyzny", a lider grupy pomimo mocno siwej fryzury biegał, skakał i tarzał się po scenie jak żywe srebro.

Headlinerem piątkowego koncertu był jeden z większych świrusów w muzyce lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, czyli Arthur Brown i jego Zwariowany Świat. Tak jak ponad 40 lat temu pan Arthur wytępuje w mocnej charakteryzacji i oryginalnych strojach scenicznych, a podczas koncertu nie brakuje parateatralnych elementów, występuje u boku Browna tancerka, lider kilkakrotnie zmienia garderobę, a odmłodzony skład instrumentalistów ze śliczną gitarzystką i świetnym basistą na czele skutecznie wlewa świeżą krew w żyły doświadczonego wokalisty. Oczywiście apogeum radości pod sceną trwało wtedy, gry Brown śpiewał najbardziej znane utwory ze swojego repertuaru - choćby "Fire" czy jego wersję "Dont let me be misunderstood".

Zachęcamy do obejrzenia galerii zdjęć z tego wydarzenia oraz zapoznania się z kolejnymi naszymi relacjami z następnych koncertów tegorocznej edycji imprezy "Kielce Rockują".