FOTORELACJA

Orange Warsaw Festival dzień 1 - fotorelacja

Początku tegorocznego Orange Warsaw Festival nie można zaliczyć do całkowicie udanych. Począwszy od pogody, która niedługo przed otwarciem bramek zmieniła się w zacinający deszcz i zdecydowanie uprzykrzyła czas fanom oczekujących przed wejściem, na porywistym wietrze, który spowodował uszkodzenie częsci Warsaw Stage kończąc. Uszkodzenie mimo wszystko 'szczęśliwe', bo nikt nie ucierpiał, ale na tyle poważne, że po kolei odwoływano koncerty The Pretty Reckless, Jamala i formacji Ska-p. Pomimo niefortunnych wydarzeń na mniejszej scenie festiwalu, publiczność gromadzącą się wewnątrz stadionu przywitał zespół French Films. Indie – rockowa formacja z Finlandii otwierająca główną scenę rozpoczęła koncertowe przeżycia przy dopiero zapełniającym się stadionie.

Kolejną turę muzycznej rozgrzewki dostarczyła grupa Pixies. Legendy stylu indie rozpoczęli swój występ potężną dawką energetycznego setu. Pojawienie się po raz pierwszy w historii na polskiej scenie filigranowej brunetki w towarzystwie trzech rosłych mężczyzn zdecydowanie ożywiło publikę. Buchająca żywiołowość z pojedynczymi subtelnymi akcentami porwała - już całkiem sporą - widownię, której świetna interakcja dodatkowo wspomagała zapał płynący ze sceny.

Nerwowe oczekiwanie na najważniejsze wydarzenia pierwszego dnia festiwalu dało się odczuć tuż przed pierwszymi dźwiękami Queens of the stone age. Po entuzjastycznym aplauzie na wejście, muzycy dzielnie rozgrzali publiczność. Potężne gitary i niewiarygodnie mocne perkusyjne aranże złożyły się na muzyczne pokłady szaleństwa. Przy wciąż niepełnym stadionie muzykom udało się brawurowo rozprzestrzenić rockową bombę wśród publiczności. Tytani rocka kolejny raz pokazali swoją siłę.

Wieczorem, już planowo na Warsaw Stage wystąpiła Lily Allen. Występ rozpoczął się pozytywkową melodią przekształconą na koniec w psychodeliczny głos , a oryginalności aranżu dodawały poustawiane na scenie podświetlane butelki oraz efektownie poruszające się tancerki. Charyzmatyczna Brytyjka wbrew nadciągającemu deszczowi rozgrzała swoją publiczność, dając popis niezwykle silnego, kobiecego głosu przenikającego pomiędzy popowo – elektronicznymi dźwiękami.

Mimo ogromnej dawki muzycznych emocji dostarczonych przez wszystkich artystów, niezaprzeczalną gwiazdą wieczoru była amerykańska formacja Kings of Leon. Panowie z Nashville niewątpliwie skradli serca polskich fanów racząc ich zarówno starszymi pozycjami np Fans czy On Call, jak i nowinkami. Nie zabrakło tradycyjnie fenomenalnych koncertowych hymnów w wykonaniu grupy, takich jak Be Somebody, Radioactive czy zamykającego występ utworu Sex on fire. Występ oprawiony świetnymi wizualizacjami i grą świateł spotęgował jeszcze poczucie, że grupa Kings of Leon na stałe wpisała się do kanonu formacji muzycznych, których dynamizm przebija się w każdym zagranym dźwięku. Publicznością zgromadzoną na Stadionie Narodowym co rusz wstrząsała euforia płynąca z tej rewelacyjnej, rockowej uczty.

Dzień pierwszy Orange Warsaw Festival zamknął piekielnie żywiołowy set dj-ski Martina Garixa, który skoncenteował pod mniejszą sceną rzeszę rozbawionych i roztańczonych festiwalowiczów.

Redakcja: Barbara Sękowska

Trwa ładowanie