| Strona główna » Recenzje » Recenzja: 30 Seconds To Mars - A Beautiful Lie |  | 30 Seconds To Mars - A Beautiful Lie | Autor: Mariusz Osyra , Data publikacji: 2010-01-27 |  | | Wydawca: Virgin/Immortal, Data premiery: 2005-08-16 | | | | Znajdź więcej informacji o: 30 Seconds To Mars | Nie zgodzę sie z niekorzystnym dla 30 Seconds To Mars twierdzeniem że kapela z Los Angeles pozostaje stricte młodzieżowa, której muzyka nie ma szansy zainteresować prawdziwych fanów rocka. "A Beautiful Lie" ich druga płyta z 2005 roku temu przeczy. To zestaw dynamicznych, przebojowych i świetnie opracowanych piosenek, pod czujnym i wprawnym okiem (czyt. uchem) Josha Abrahama, przypomnijmy odpowiedzialnego min.: za brzmienie debiutu Velvet Revolver. To młodziaki, a jednak i gwiazdom nie zawsze udaje się trzymać poziom.
Druga płyta to najczęściej chwila prawdy dla grupy która stara się ugruntować swoją pozycję na rynku, a Jaredowi Leto i jego składowi udało się to bez trudu. Szczególnie za sprawą dwóch przebojów lansowanych z albumu i wpisujących sie śmiało w nurt modnego "screamo". Zarówno "The Kill" jak i równie gniewny i mocno podbity gitarowym zgiełkiem "Attack" uprawdopodobniają także zdolności kompozytorskie zespołu. Niczego nie brakuje i pozostałym piosenkom, utrzymanym w podobnym stylu, z rozbuchanymi, niemal stadionowymi refrenami ("R-Evolve"), tylko czasem z większą dawką liryzmu. Bowiem krzyki Leto, uznanego gwiazdora kina który jak się okazuje ma też niezłe gardło, nigdy nie niwelują atrakcyjności melodyki ich kompozycji. Bywa że nawet z nieco innej półki. W tytułowym "A Beautiful Lie" kłaniają się harmonie w stylu Depeche Mode przy gitarowej otoczce. Czy to panowie łagodnieją i podgrywają coś akustycznie ("A Modern Myth" blisko U2), czy uderzają z całą mocą ("From Yesterday"), muzycznie jest tak samo ciekawie. Równie ważne jest dla nich tworzenie atrakcyjnych zapadających w pamięci refrenów, które naprawdę rzadko mają zbyt mało indywidualnych cech by nie zlewać się w całość, jak i dotrzeć do słuchacza z mocnym, elektryzującym przekazem (przyczajone zwrotki i wybuch w refrenach przy jednoczesnym narastaniu dynamiki w "The Fantasy"). Produkcja oczywiście też robi tu swoje, a Abraham zadbał o potęgę brzmienia, ale jednak metalowy wykop przy jednoczesnym dopracowaniu zawartości może pozostawiać ogromne wrażenie, jak w ukrytym poza opisem "Battle Of One" . A finałowy kolejny "hidden track" cover piosenki Bjork pt. "Hunter", nawet potraktowany podobnie jak oryginał, pokazuje jeszcze jedno poza gitarowe oblicze muzyków, którzy umiejętnie bawią się ambientowym tłem i subtelną programowaną elektroniką na modłę Filter czy Nine Inch Nails.
Jared Leto w paru filmach udowodnił że jest charyzmatycznym aktorem młodego pokolenia, równie przekonująco wypada z gitarą przy mikrofonie, co może byc dla jego fanów jak i jego samego dylematem w przyszłości, którą płaszczyznę autorskiego spełnienia na artystycznej niwie wybrać. Oby nigdy nie miał takich dylematów, bo muzycznie 30 Seconds To Mars powinni przeć do przodu.
P.S. Prezentuję powyższy tytuł w jednej z dwóch znanych okładek, moim zdaniem tej gustowniejszej, bez "trupich czaszek" na pierwszym planie, można nadal jednak spotkać obydwie wersje albumu. Poza tym na europejskim i polskim rynku płyta pojawiła się ze znacznym opóźnieniem. 8/10
|
|
| | |
|