| Strona główna » Recenzje » Recenzja: 30 Seconds To Mars - This Is War |  | 30 Seconds To Mars - This Is War | Autor: Mariusz Osyra , Data publikacji: 2009-12-30 |  | | Wydawca: Virgin, Data premiery: 2009-12-07 | | | | Znajdź więcej informacji o: 30 Seconds To Mars | Poprzedni, drugi krążek grupy 30 Seconds To Mars kierowanej przez znanego hollywoodzkiego gwiazdora Jareda Leto ("Requiem dla snu", "Azyl", "Aleksander") do spółki z bratem oraz przyjacielem okazał sie już sukcesem. W porównaniu jednak do tamtej płyty i po upływie długich 4 lat dostajemy wyraźny progres w postaci "This Is War", najbardziej ambitnego i najbardziej udanego przedsięwzięcia zespołu. Są tutaj wprost zauważalne ukłony w stronę dzisiejszej rockowej muzyki dla młodych spod znaku emo czy screamo, ale mniej dosłowne niż wcześniej. Są natomiast przykłady na czerpanie z dorobku większych konkurentów, ale i spora doza własnego konceptu na muzykowanie, może nie tyle oryginalne co intrygujące.
Chętnie przy współudziale uznanych producentów Flooda i Steve'a Lillywhite'a, Jared Leto miesza rockowy składnik swoich autorskich hymnów z nowoczesnymi studyjnymi sztuczkami, dawką elektroniki i rozbuchaną aranżacją, na szczęście nie tracąc przy tym z pola widzenia głównego celu i nie gubiąc najważniejszego: przebojowego potencjału, chwytliwych partii wokalnych, fajnych melodii i udanych refrenów, przeznaczonych do śpiewania chóralnego na stadionach. A wierzę że za sprawą tej płyty owa sztuka im się uda. Już w singlowym "Kings And Queens" mnie o tym przekonują, a dowodów na sprawność kompozytorską mamy więcej, jak chociażby w osadzonym mocniej w latach 80. "Night Of The Hunter", czy powoli skradającym się i nabierającym mocy utworem tytułowym. Piosenka "This is War" odwołuje się do szkoły śpiewania spod znaku screamo, mocno zagrany refren zostaje w uchu, a i nogę miarowo tupiącą trudno będzie zatrzymać. Zaskakuje króciutki akustyczny "100 Suns", znów z dużym wsparciem grupy fanów zwaną The Summit, a najlepiej wypadają chyba w "Closer To The Edge", dość kontrowersyjnie nawiązującym do stylistyki epoki syntezatorów, dziś proponowanej choćby przez The Killers. Jest w nim jednak w przeciwieństwie do tej grupy równie dużo rockowych gitar co elektronicznego wkładu, stawia więc dla mnie twórczość 30 Seconds To Mars wyżej. To idealny kandydat na drugi przebój. Kto odmówi uroku pięknej pieśni "Hurricane" której brakło choćby autorom z Dead By Sunrise, czy nastroju balladzie "Alibi". Z nieodłącznym chórem tłumu upływają te poszczególne momenty, ale tak naprawdę pomysł na podniesienie żywiołowości całości jest nieodłącznym elementem całego krążka "This Is War", łącznie z krótkim wstępem, jakby zaczynem dobrej piosenki "Escape", który po niemal filmowym wprowadzeniu serwuje właśnie wyśpiewujący tytuł tłum fanów. Jest wszakże elementem spajającym kompozycje dawnym zwyczajem w całość, niczym ze starej artrockowej płyty. Ponadto bracia Jared i Shannon Leto oraz Tomo Milicevic nigdzie się nie spieszą, finezyjnie rozwijają pomysły w długie utwory, a piosenkowa prosta konstrukcja nie jest dla nich wyrocznią, ba, powiedziałbym że nawet ryzykownie mieszają warstwę rytmiczną ("Stranger In A Strange Land"). Jest więc cały czas bardzo interesująco, godzina muzyki o progrockowych aspiracjach i kontrowersyjnie epickim rozmachu płynie nawet zbyt szybko i nawet na chwilę nie wkrada się odczucie nudy. Nawet w mniej udanym "Search And Destroy", gdzie refren wydaje się mało dopieczony i nachalnie popowy, a kolejne frazy boleśnie przewidywalne. Na szczęście takie momenty pozostają w mniejszości i drapieżność wyzierająca z okładki całkiem nieźle do całości pasuje.
Są chwile że Leto do znudzenia eksploatuje podniosłe chorusy, a osobiście mogą mi przeszkadzać też programowane ścieżki, ale z drugiej strony elementy te stanowią siłę napędową muzyki kapeli, cała rzecz w tym by w końcu trafić w gusta młodych odbiorców, pisząc takie właśnie idealne do gromkiego odśpiewania tematy. Może spodobać się jednak ich muzyka i pozostałym, nastawionym na bardziej tradycyjnego, mocniej zagranego rocka. Melodie kojarzą się mi się czasem z dorobkiem Filter, nawet bez tej elektronicznej otoczki oraz z pomysłami wokalnymi Chestera Banningtona z Linkin Park. Inni doszukają się oczywiście zasłuchania w U2 (gitara w "Vox Populi"), czy Depeche Mode sprzed lat i pewnie też nie będzie to nadużycie. Słowem zdrowa porcja udanej muzyki, niespecjalnie "nowej" czy odkrywającej nowe lądy, ale dla grupy będącej obiecującym drugim rozdaniem, tym bardziej że zrobionej z zadęciem, które może skutkować sukcesem. I tego 30 Seconds To Mars życzę. 8/10
|
|
| | |