| Strona główna » Recenzje » Recenzja: Devendra Banhart - What Will We Be |  | Devendra Banhart - What Will We Be | Autor: Mariusz Osyra , Data publikacji: 2009-12-14 |  | | Wydawca: Warner Bros., Data premiery: 2009-10-26 | | | | Znajdź więcej informacji o: Devendra Banhart | Na pewno nie da się powiedzieć o muzyce Devendry Banharta że jego muzyka jest nowoczesna czy według dzisiejszych szablonów przebojowa. Za to że brzmi staromodnie, egzotycznie i że jest eklektyczna już tak. Najnowszy album barwnego amerykańskiego młodego barda "What Will We Be" jest następcą ogromnie popularnej płyty "Smokey Rolls Down Thunder Canyon", którą ten ascetyczny wyznawca neofolku i indie ze swymi dźwiękami z gatunku lo-fi przypodobał się całkiem szerokiej publiczności. Pomogły pewnie zarówno barwne sceniczne występy, romanse ze znanymi aktorkami i niecodziennie wideoklipy, ale trzeba podkreślić że głównie obroniła się nietuzinkowa muzyka.
Rewelacyjny poprzednik wyznaczył wysoko poprzeczkę, ale i na nowym albumie Devendra prezentuje równie udaną mieszankę stylów i gatunków, kolorowej muzyki, chociaż raczej tym razem wysublimowaną i nastrojową. Mniej tu rockowych odniesień do lat 60. więcej za to egzotyki południowoamerykańskiej, niezobowiązującej atmosfery lata, która kojarzyć się może z pogodnymi piosenkami Jacka Johnsona ("Baby"). To prostsza płyta, bez rozbuchanej produkcji poprzedniczki. Teraz Banhart wraca niejako pod szyldem nowego dużego wydawcy i uznanego producenta (Paula Butlera), do czasów na poły amatorskich akustycznych wydawnictw z początku kariery. Ciekawie muzycznie jest na swój oryginalny sposób za to przez cały czas. Kiedy jeszcze "Can't Help But Smiling" zarażający pozytywnymi wibracjami nie niesie zapamiętywalnych łatwo nut, już zmienne tempa w utworze "Angelika" trafiają do słuchacza łatwo. A jest jeszcze w dwóch różnych odsłonach przedstawiony uroczy song dla niejakiej B., z których pierwszy ("First Song For B") robi ogromne wrażenie - zadumaną atmosferą i piękną eteryczną melodyką, podkreśloną prostym fortepianowym akompaniamentem i ściszonym wokalem. "Last Song For B" to ten sam delikatny romantyzm, ale udało się tu zawrzeć nieco senny nastrój i tym razem akustyczne frazy gitary. Trochę przyjemnego rhythm'n'bluesa przedostało się do "Goin' Back", pobrzmiewa może nawet i country. Zwrot następuje właściwie na albumie co kilka minut, gdy nagle wokalista chce poczuć się jak w jazzowym, zadymionym klubie z lat 30. w "Chin Chin & Muck Muck" (charakterystyczne brzmienia perkusji i ta trąbka w pierwszej części utworu), który pięknie rozwija się za chwilę w zupełnie innym (karaibskim) kierunku. Podobnie zbudowany jak najlepsze piosenki na debiucie grupy Fleet Foxes, wydaje się składać z co najmniej trzech odmiennych kompozycji. To typowy dla Banharta splot muzycznych fascynacji i poszukiwań nowych brzmień, wyrażony poprzez radosny eklektyzm.
Największe wrażenie pozostawia chyba dynamiczny za sprawą mięsistego basu "16th & Valencia Roxy Music" z nośnym refrenem i pełnym składem grającym tym razem bardziej poprockowo. A jednak i tu wpleciono trudniejsze podziały rytmiczne, całą masę przeszkadzajek i reggae'ową atmosferę. Wyszło kapitalne gorące disco zadomowione w latach 70. Także i melodię drugiej z najlepszych piosenek "Rats" oparto o podstawowy basowy puls i resztę sekcji rytmicznej składu. Jednak efekt jest zupełnie inny: ospały, bluesujący pachnący psychodelią a la The Doors, song rodem z epoki Dzieci Kwiatów, z nieodłącznym tamburynem i surowo brzmiącymi gitarami. To jedyne 5 minut prawdziwego rocka na albumie "What Will We Be". Najbardziej jednorodny fragment. Końcówka płyty znów upływa w luźnej, letniej otoczce, gdzie znajdziemy jeszcze sporo zabawy z rytmiką w zwrotnikowym wydaniu ("Foolin'"), a nawet dyskretną sambę po hiszpańsku "Brindo". Pojawiają się jeszcze rzeczy w ambientowo-hipnotycznym kolorycie, jak ilustracyjne "Meet Me At Lookout Point" czy "Maria Lionza" znów oryginalnie opracowana z dyskretnym udziałem sekcji dętej i z doklejonym fragmentem typowym dla muzyki młodzieżowej sprzed ponad czterdziestu lat. Stąd wrażenie że znajdziemy na płycie dużo więcej piosenek niż tylko 14 jak podpowiadają kolejne indeksy i opis na okładce. "What Will We Be" to triumf radosnej twórczości bez narzucanych sobie ograniczeń, dowód talentu i ogromnej muzycznej erudycji. 9/10
|
|
| | |
|