| Strona główna » Recenzje » Recenzja: Dave Matthews Band - Big Whiskey And The GrooGrux King |  | Dave Matthews Band - Big Whiskey And The GrooGrux King | Autor: Mariusz Osyra , Data publikacji: 2009-07-02 |  | | Wydawca: BamaRags/RCA, Data premiery: 2009-06-01 | | | | Znajdź więcej informacji o: Dave Matthews Band | To powrót do czasów szczytowych osiągnięć zespołu, to powrót w osłabionym składzie i jednocześnie hołd dla zmarłego przyjaciela, podkreślony już samą okładką i tytułem najnowszej płyty Dave Matthews Band. Najważniejsze jest jednak że w obliczu tragedii jaka spotkała zespół pozostali muzycy zjednoczyli się i postanowili muzykować dalej, jakby wcale nie zabrakło tak wiele wnoszącego do wspólnej gry saksofonisty Leroia Moore'a. Nowa muzyka powstała w bardziej zespołowy sposób, znów Matthews dopuścił do tworzenia kolegów, a może to oni postanowili mieć do powiedzenia wiecej niż ostatnio. Większość utworów przywołuje ich dawniejsze utwory także poprzez stosowanie grupowych patentów na melodykę i improwizacyjne partie instrumenatalne. Słychać że tym razem rodziły się we wszystkich głowach, przez co "Big Whiskey And The GrooGrux King" znacznie zyskuje w porównaniu z nierównym "Stand Up" sprzed czterech lat. Pomógł też zadomowiony od lat na orbicie DMBand gitarzysta Tim Reynolds, przyjaciel lidera od zawsze i jego dobry duch. Na miejsce Moore'a, który zdążył zagrać jeszcze podczas większości sesji pojawili się poza składem dodatkowi instrumentaliści, między innymi trębacz Rashawn Ross (zjawiskowo ozdobił swoją grą "Shake Me Like A Monkey"), ale także sekcja smyczkowa, klawiszowcy i inni. Do tej pory produkcja ich albumów nigdy nie była aż tak rozbudowana. A za nowe brzmienie odpowiada uznany mistrz konsolety Rob Cavallo. Jego osoba oraz pomoc Reynoldsa być może jest powodem że zespół brzmi znów dużo ciężej. Tak jak przed laty do swego tętniącego afrykańskimi naleciałościami brzmienia, nowoorleańskich pulsacji wespół z akustycznym brzmieniem gitar i wysublimowaną grą pełną skomplikowanych struktur sekcji rytmicznej, dodają zdecydowanie rockowe akcenty: gitarowe solo ("Funny The Way It Is"), czy znów jak kiedyś frazy zdzierającego gardło wokalisty ("Time Bomb"). Do tego mamy tu zwyczajową mieszankę funkowo-soulową ("Why I Am" w stylu dawnego "Stay Wasting Time"), czy jak w ostatnim czasie momenty zahaczające o korzenny rhythm'n'blues z Południa (przyozdobiony partią banjo "Alligator Pie" w stylu "Lousiana Bayou" z płyty "Stand Up"). Fani tęskniący do bardziej nieprzewidywalnej twarzy Dave Matthews Band powiedzmy z okresu "Before These Crowded Streets" z radością powitają "Squirm" zachwycający bogactwem pomysłów porywający utwór, nasycony jak kiedyś orientalną ornamentyką, obecną już w "The Last Stop". Są też rzeczy subtelniejsze i refleksyjne, być może właśnie w obliczu straty w grupie, przywołujące solową płytę Matthewsa: "Dive In" z tradycyjnie brzmiącym smyczkowym opracowaniem, czy radosne i bezpretensjonalne "You And Me". Także nasycony jazzowym tłem "Lying In The Hands Of God" wydaje się mieć odniesienie w czasie, może do "Crash Into Me" albo do magicznych momentów w rodzaju "Let You Down", które świadczyły o talencie zespołu także w poprzedniej dekadzie. Grupa wybrnęła z dołka, nawiązała do szczytowych momentów swej kariery, przewartościowała dotychczasowe muzyczne zainteresowania i skondensowała je w całość. Przenicowała je w skrzącą się od kolorów nową płytę, na której wyzyskali wszystko to co w ich muzyce na przestrzeni lat było najlepsze. "Big Whiskey And The GrooGrux King" jest tym samym najlepszą propozycją zespołu od mniej więcej dekady, a niektórzy twierdzą że od początku działalności. 9/10
|
|
| | |
|