Rawa Blues 2010
Strona główna » Recenzje » Recenzja: Donald Fagen - Morph The Cat
donald fagen-morph the catDonald Fagen - Morph The Cat
Autor: Mariusz Osyra ,  Data publikacji: 2009-03-29 | Drukuj
Wydawca: Reprise,  Data premiery: 2006-03-06
 
Znajdź więcej informacji o: Donald Fagen
To płyta z jazzowych okolic, chociaż wyborną mieszankę soulu, jazzu i funku, jaką od lat Donald Fagen prokuruje do spółki z Walterem Beckerem jako Steely Dan, można nazwać uniwersalnie amerykańską. Analogie nasuwają się same, bo ostatnio duet znowu działa, a Fagen solo pojawia się raczej okazyjnie. Muzyka podobna i na szczęście w ogóle jest. „Morph The Cat” jest dopiero trzecią, własną wprawką artysty w karierze, bez udziału kompana z zespołu i pierwszą od trzynastu lat. Dwadzieścia cztery lata temu album „The Nightfly” przeszedł do historii muzyki, natomiast drugi „Kamakiriad” raczej przeszedł niezauważony. Trzeba być naprawdę spokojnym i wytrwałym muzykiem, by dbać o swoją własną twórczość tak rzadko, tyle że głos Steely Dan robi to chyba przy okazji i dla własnej przyjemności. Jeśli jednak nagrywanie jednej płyty w dekadzie, daje efekt jak na tym omawianym krążku, to niech tak zostanie. Artysta się bawi, żongluje i mruga do nas porozumiewawczo okiem, szczególnie w tekstach . Są one osobną sprawą w tym przedsięwzięciu, świetne, wymyślne historie i dykteryjki na zabawne tematy, napisane często mgliście i w sposób wydumany, ale prześmiewcze i inteligentne. Jest np. rozmowa alter ego autora z Rayem Charlesem o tym jak radził sobie z kobietami, albo historia wzlotów i upadku nieistniejącej nigdy kapeli podana jak biografia, są wreszcie historie o tym co można zobaczyć w gorączce, co atakuje nowojorczyków z powietrza, i jakie szanse ma miłość do obsługi lotniskowej. Naprawdę niecodzienne podejście do historii jakie opowiada muzyka. Szczerze polecam się dobrze wczytać. To jest idealny album przede wszystkim w tym gatunku muzycznym, to przedstawiciel takiego nurtu, jaki praktycznie na polskim rynku nie istnieje. Wypełnia go muzyka tak zjawiskowa i tak perfekcyjnie zrobiona, jak prawie przed ćwierćwieczem na „The Nightfly”. Obawiam się jedynie, że nowy album Donalda Fagena, choć w pełni na to zasługuje, nie zapisze się w kanonie, jak ten do którego jest porównywany i będzie to raczej wina koniunktury. Warto wreszcie wspomnieć o samej muzyce. Zacznę od najlepszego dla mnie „Mary Shut The Garden Door”. Toż to prawdziwa poezja: funkujący rytm, mięsista i rozkoszna linia basu, urywane dźwięki gitar, mnóstwo przeszkadzajek, wibrafon, flet i kapitalne porywy solowe muzyków. Solo na melodyce wykonał sam Fagen. Do tego nośny przebojowy refren i jakby przyczajona zwrotka budują kapitalny klimat. Ufff, a to tylko jeden utwór! Już wiem że to jedna z moich piosenek roku. Wszystkie kompozycje na płycie poprowadzone są niespiesznie, rozwijają się niczym nieskrępowane luźne, jazzowe tematy, akcentują zawarte w nich improwizacje, do tego zagrane są ze swadą i zaangażowaniem. Porywa od pierwszych taktów sekcja rytmiczna i dęta w tytułowym „Morph The Cat”, potem jeszcze rozbujany, funkowy „Brite Nitegown” o pojedynku ze śmiercią (!), ma on w sobie tyle mocy co niejedna smoothjazzowa płyta w całości. Najbardziej klarowny i klasyczny jest „What I Do”, kiedyś to mógłby być przebój, teraz najpewniej się nie uda. Jakby czas się zatrzymał trzydzieści lat temu, a z głośników popłynęła taka sama muzyka jak ze starych, trochę już szumiących albumów Steely Dan. W „What I Do” jest tyle finezji, że głowa mała, ma soulowy wydźwięk, a w uszy rzuca się jeszcze solo na harmonijce ustnej w stylu Stevie’go Wondera, choć zagrał Howard Levy; przypomina klasykę Fagena. Za to całą kawalkadę popisów zaproszonych muzyków, mamy w rozimprowizowanym „The Great Pagoda Of Funn”, długim, rozbudowanym jazzowym utworze z ciepłym wokalem lidera. Wrażenie robi gitarowe solo Wayne’a Krantza i solo na trąbce Marvina Stamma, choć tyczy się to również pozostałych, a to same tuzy: Hugh McCracken, Bashiri Johnson i Freddie Washington. Generalnie duży szacunek, bo muzyka jest tu podana tak, że zadowoli jazzowych wyjadaczy, ale i świetnie wpasuje się w wakacyjne popołudnie zwykłej rodziny na pikniku. Można jej słuchać niezobowiązująco, ale można też łowić poszczególne nuty i się nimi upajać. Ja się upajam. Małe arcydzieło i tyle. 9/10



Komentarze (0) Dodaj komentarz   
 
Polecamy
Kobranocka w Hard Rock Cafe
Rendez-vous na Nowym Świecie
Desdemona Tour 2010
Serwisy specjalne
pepsi rocks - koncerty w hard rock cafe w warszawie
empik - pełna kultura
centralny klub studentów politechniki warszawskiej stodoła
gliwicki teatr muzyczny
rawa blues festival
Konkursy
Muzyka z serialu Ojciec Mateusz
Bez słów
Szymon Wydra & Carpe Diem - Powołanie
Rawa Blues Festival 2010
Alexander Rybak - No Boundries
Bob Sinclar - Made In Jamaica
Orange Warsaw Festival 2010
Velvet - The Queen
Zaz-Zaz
Eminem - Recovery
Impreska vol.4
Wolność w muzyce
Safri Duo - Greatest Hits
Donkeyboy - Caught In A Life
Iyaz - Replay
The Parlotones - A World Next Door To Yours
Anna Bergendahl - Yours Sincerly
Partnerzy serwisu
MySpaceEMI Music PolskaUniversal Music PolskaSony MusicMy MusicWarner Music PolandMagic Records4 Ever MusicQL Music
SP RecordsMJMMTJLUNAMetal Mind ProductionsMagnetic RecordsLemon RecordsKlub 80 RecordsSTX Jamboree
Box MusicFonografikaIberia RecordsSiódemkiInnova ConcertsEmpikEventimTicket OnlineTicketPro
KolporterGliwicki Teatr MuzycznyKinoteatr RialtoTeatr CapitolElectro ClubHipnozaFantomStodołaPlej.pl
Dom Muzyki i TańcaKlub80iPlayDj StrefaPromo DjTop 80iDancePro AudioNowaStacja.pl
Fabryka DźwiękuffcomTVDj PromotionNetBird.plpwevents.plCrank ManagementGreat ArtVia-Nocturna
O Firmie | Redakcja | Polityka prywatności | Patronat medialny | Reklama | Bannery NetFan.pl | Dołącz do nas | RSS |
Zawarte na stronie materiały podlegają polityce ochrony prywatności.
Netfan.pl © 2010 by Sebastian Płatek & Piotr Strzępka
Wszelkie prawa zastrzeżone Serwis muzyczny NetFan.pl 2010 ®